KOBIETA Z ŻELAZA – MARIOLA POWROŹNA

O tym, że Mariola jest kobietą z żelaza, osobiście, mogłam przekonać się w maju kiedy wraz z grupą kilku osób startowaliśmy w rajdzie przygodowym SETKA Z HAKIEM.
Kiedy cała ekipa zapisała się na marsz, Mariola odważnie postanowiła bieg. Co ważne – zawody startowały o 19:00, do pokonania było 100 km (z hakiem) na orientację. Kibicowaliśmy wszyscy, trzymaliśmy kciuki ale przede wszystkim obawialiśmy się o to, że Mariola na trasie będzie sama.
Na mecie okazało się, że zupełnie niepotrzebnie baliśmy się o naszą koleżankę. Mariola Powroźna nie tylko przebiegła całą trasę sama ale także zajęła pierwsze miejsce wśród pań!!!!

setka

Niedawno Mariola postanowiła zmierzyć się z nowym wyzwaniem – wystartować w triathlonie a o tym jak było przeczytacie poniżej.
Przeżyjcie triathlon razem z Mariolą czytając jej własne słowa.

Żółtodziób na triathlonie

Czym byłoby życie bez odrobiny szaleństwa….zapewne szarym, bezbarwnym niczym. Albo czymś, tylko szarym i bezbarwnym. Każdy kto mnie zna wie, że stać mnie czasem na naprawdę coś szalonego, trochę niebezpiecznego, może nawet głupiego, ale nic na to nie poradzę. Lubię siebie samą zaskoczyć. Od kilku lat nosiłam się z zamiarem zapisania  na jakiś triathlonowy dystans, ot tak, z biegu, bez specjalnych przygotowań, super specjalistycznego sprzętu… prawie, że z ulicy spróbować go zrobić. Okazja nadarzyła się całkiem niedawno. Na terenie Doliny Trzech Stawów (prawie u mnie w ogródku), organizowane były zawody na dystansie ½ i ¼ Ironmana . Były to ostatnie w tym roku zawody z cyklu Etixx Silesiaman. Na Facebooku , który tak sobie od czasu do czasu przeglądałam, cztery dni przed wydarzeniem zauważyłam konkurs. Trzeba było napisać…dlaczego Katowice są fajne i wysłać na podany adres mailowy. Konkurs był ogłoszony parę dni wcześniej, więc wątpiłam, że się załapię, ale co mi tam. Nic nie tracę. W parę minut strzeliłam mały esej pochwalny Katowic i wysłałam…za chwilę zapominając o sprawie. Następnego dnia sprawdzam maile, a tam – Słowa pochwały za mój tekst i możliwość ,,wykupu ‘’ pakietu tanio i z dodatkową zniżką od pochwalonego miasta…teraz albo nigdy – pomyślałam sobie. Jest ciepło (czyli pianka nie będzie wymagana), nie mam żadnej kontuzji, cały czas biegam, więc nie będę aż taka ,,z ulicy”…raz się żyje, zapisuję się.

Jupi, jupi, wystartuję na ¼ Ironmana !!!

Kiedy po chwili emocje opadły…cóż, zaczęły się wątpliwości. Zaczęłam gorączkowo przeglądać zdjęcia z innych imprez pod znakiem ,,tri”…nikt tam nie wyglądał na żółtodzioba. Nikt! Pełna profeska, super sprzęt…co ja narobiłam. Zostanę tam pośmiewiskiem! Nigdy nawet nie mierzyłam sobie czasu w wodzie, mam 25letni rower górski, nie mam tego śmiesznego wdzianka na ramiączkach…blady strach na mnie spadł.

Zrobiłam coś, co organizatorzy zawodów sportowych lubią najbardziej – zaczęłam zadawać pytania, dużo pytań.

Czy można bez pianki, czy można bez tego stroju, czy można na rowerze górskim…myślę, że w ciągu tych paru godzin moje imię i nazwisko zostało zapamiętane i znienawidzone, zdjęcie z Facebooka wydrukowane w celu umieszczenia go na środku tarczy do rzutek …ale nie o tym. Słów otuchy nie szczędzili też Klaudia i Marek, którzy jako MK Team wspierali wydarzenie.

Jakoś to będzie, przestań o tym myśleć – powtarzałam sobie, kombinując jednak w międzyczasie jak się ubrać, od kogo pożyczyć kask..itp.

W celach edukacyjno/motywacyjnych obejrzałam ze dwa razy film ,, Ze wszystkich sił” (przygotowania i start ojca z niepełnosprawnym ruchowo synem w pełnym dystansie Ironmana, cudowny film, który polecam każdemu) i tylko się tym gnębiłam – jak oni ciężko trenowali, ile się przygotowywali…a ja? No dobra, przestałam oglądać. W kwestii stroju …podeszłam do tematu kreatywnie, na krótkie spodenki nałożyłam jednoczęściowy kostium kąpielowy, na który nałożyłam stanik biegowy. Wszystko mniej więcej w tym samym kolorze, chyba dość dobrze imitowało triathlonowy strój, jakby tak pod światło popatrzeć…Kask pożyczyłam w piątek wieczorem, trzymając język za zębami. W sobotę przed startem nie miałam czasu na przedstartowe nerwy. Najpierw praca, a potem …wieczór panieński koleżanki. Z racji tego, że to kreatywna i aktywna osoba zaliczyłam w ramach imprezy pierwszy raz park linowy, odprawiając w myślach modły, żeby się nie zabić i nic sobie nie złamać. Z żalem urwałam się z bardzo sympatycznej i szalonej imprezy, żeby rzutem na taśmę (3 min do zamknięcia biura zawodów) odebrać pakiet startowy. Oj, organizatorzy na pewno mnie pokochali…W drodze powrotnej zahaczyłam o Go Sport po to metalowe coś montowane na ramę, żeby włożyć bidon (jak to się nazywa?). Powrót do domu i rozpakowanie pakietu. Różnił się od tych ,,maratońskich”. Przede wszystkim znajdowały się tam naklejki z numerem startowym. I tu była proszę państwa największa konsternacja. Te na kask były opisane – prawo, lewo, przód – ok., wszystko jasne, ale co z rowerem. Była jedna krótka i jedna długa. Krótką przykleiłam na przód kierownicy, a długą po chwili intensywnego myślenia …przykleiłam wzdłuż ramy – no bo przecież taka długa ta naklejka i  rama też jest długa. Zamontowałam chwytak na bidon, napompowałam koła na beton, spakowałam plecak, z myślą o strefie zmian, lekko się załamałam sprawdzając jeszcze raz prognozę pogody (prawo Murphy’ego głosi, że dzień startu będzie najgorętszym dniem roku, lub miesiąca) i poszłam spać. Budzik zerwał mnie z łóżka po siódmej. Start mojego dystansu był dopiero o 11:00, ale chciałam zobaczyć jak wygląda triathlon, oglądając start ½ Ironmana o 9.00.

woda

Nastrój miałam nawet niezły, startuję w triathlonie, ha ha ha. Podśpiewując sobie pojechałam moim dzielnym, oklejonym rumakiem na start. I to był koniec dobrego nastroju. Kiedy zobaczyłam tych wszystkich ,,zawodowców”, ich rowery, kaski, pianki, buty do roweru…oj oj, jak bardzo chciałam cofnąć czas do tej chwili, kiedy wcisnęłam enter . Dystans wodny ,,na żywo” wyglądał dość wymagająco. Szwendałam się wśród zawodników (wyprostowanych i pewnych siebie) z miną psa, który się zgubił. Przysiadłam sobie w cieniu poważnie zastanawiając się nad ucieczką. Dokonałam też odkrycia, że źle nakleiłam tą długą naklejkę, trzeba było nakleić ją pod siodełko, tak, żeby skleić ze sobą końcówki z numerem….achaaaaaa, pomyślałam sobie, to ma sens! Szybko przekleiłam tę nieszczęsną naklejkę, ciesząc się, że chyba nikt nie widział. W międzyczasie obserwowałam start ½ , kiedy najszybsi zaczęli wychodzić z wody, przeszłam pod strefę zmian, żeby przyjrzeć się jak tam to wszystko wygląda. Stanęłam przy strefie. Obok mnie stał starszy pan. Zerknął na trzymany przeze mnie kask z numerem startowym i zagadał – O, to pani też startuje? Nim zdążyłam odpowiedzieć, spojrzał na mój rower i prawie wykrzyczał – Na TYM?! Przytaknęłam nieśmiało. Starszy pan ze współczuciem pokiwał głową i zapytała ponownie – To tata jeszcze nie kupił niczego porządnego? Hmmm, w tym momencie pomyślałam nie bez satysfakcji,  że chyba ma mnie za dużo młodszą niż jestem w rzeczywistości. Zapytał jeszcze jak mam na imię, bo ,,będzie mi osobiście kibicował” i poradził, żebym kupiła sobie taki sam rower, jak ma ten , kto dzisiaj wygra. Ewakuowałam się na wszelki wypadek i poszłam zobaczyć jak wygląda pływanie, ile jeszcze osób w wodzie…W wodzie coraz mniej niebieskich czepków (były w pakiecie startowym, każdy miał więc taki sam). Powoli zbliżał się czas zaparkowania w strefie zmian. Już nic nie zmienisz, więc zrób to i przestań się bać – pomyślałam, z podniesioną głową wprowadzając mój rower, wyglądający wśród tych lśniących, cieniutkich i leciutkich kolarzówek jak czołg. Tylko gąsienic mu brakowało i działa…Rower i moją przejęta mina powodowała u innych zawodników z mojego otoczenia litość i chęć pomocy. Tak więc rower sam mi się prawidłowo zaczepił, poradzono mi, jak sobie wszystko ułożyć, żeby szybko się tu ogarnąć, kiedy przybiegnę z wody (,,jeśli” tu przyjdę z wody, dopowiadałam gorzko w myślach, bo wciąż najbardziej się bałam, że przekroczę czas przeznaczony na pływanie i zostanę, zdjęta z trasy, hlip, hlip). Do startu pół godziny, strach podniósł się do poziomu – powyżej maturalnego. Jak na skazanie szłam powoli na miejsce startu, przysłuchując się odprawie, po drodze spotkałam Matiego, który też debiutował tego dnia w triathlonie…i też (ku mojej lekkiej, nikczemnej satysfakcji ) trochę się bał. Wszystko: cały mój strach, niepewność, chęć dezercji, minęły, kiedy wskoczyłam do wody. Od dziecka uwielbiam pływać, w wodzie czuję się pewnie. Nie jestem dobra technicznie, nie pływam za szybko, ale nigdy moje pływanie mnie nie zawiodło, nie straszne mi ani jezioro, ani morze, żaden staw ani rzeka, podobno pływałam szybciej niż nauczyłam się porządnie chodzić. Poczułam …ulgę. Kurde, trzeba tu było ,,na dzień dobry” wskakiwać rano do wody, a nie dwie godziny pielęgnować w sobie tchórza. Start odbywał się z wody, przy boi nr 1. Dystans wodny, to był prostokąt, wokół kolejnych boi z numeracją 1,2,3,4. Niby proste i oczywiste, ale z wody aż tak super tych hipotetycznych prostych nie widać, i na wcześniejszym starcie widziałam jak wielu zawodników znosiło, przez co tracili sporo czasu i sił. Postanowiłam płynąć jak najbardziej prosto. Ustawiłam się w wodzie z tyłu. Nie oszukujmy się, wiedziałam, że nie jestem szybka, nie miałam pianki, pierwszy raz płynęłam w okularkach – zadanie zmieścić się w 40 min limitu na 950 metrów pływania…i nie wyjść z wody ostatnia (tak po cichu sobie dodawałam). Kiedy padł strzał startera i wszyscy ruszyli zrozumiałam, dlaczego ten moment nazywany jest przez triathlonistów ,,pralka”. Wszyscy ruszyli bardzo mocno. Mimo, że cięłam kraulem, wydawało mi się, że stoję w miejscu. Przyspieszyłam, ale to nic nie dało, zostawałam w tyle. Spokojnie, pomyślałam sobie, przecież wiedziałaś, że tak będzie, rób swoje. Kraul dość szybko zaczął mnie męczyć. Przeszłam na swój ukochany styl –krytą żabkę. Może to wstyd nią płynąć, ale wiem, że nią potrafię płynąć przyzwoicie i męczę się zdecydowanie mniej. Tylko do boi nr 2, a potem wskoczę na kraula, tak sobie powtarzałam. Na szczęście nie byłam ostatnia, więc nie panikowałam za bardzo. Trzymałam mniej więcej linię prostą, ominęłam boję z prawej strony, ocierając się o nią, żeby jak najmniej czasu stracić. Prawie połowa i nie jest źle, pomyślałam. Krótszy bok prostokąta poszedł szybko, mijam boję nr 3 i próbuję płynąć kraulem…aj, ramiona bolą mnie jednak ( co brak treningu w wodzie, to bark treningu). Wracam na żabę, starając się jednak wycisnąć z niej ile się da. Udaję mi się minąć dwie osoby płynące kraulem. Mimo wszystko jestem w ogonie. Zerkam na ratowników na łodziach podczas nabierania powietrza, czy nie machają, że już koniec czasu. Nie miałam pojęcia, ile płynę. Mijam boję nr 4, już tylko prosta na brzeg. Wyciska z tej żaby całą moc, wyskakuję na brzeg tuż przed dziewczyną którą w ostatniej chwili udało mi się prześcignąć w wodzie (to takie maleńkie zwycięstwa cieszą najbardziej). Na brzegu rozłożona jest miękka mata, która prowadzi do strefy zmian. Z tego samego materiału zrobione są moje nogi, które uginają się prawie do kolan podczas próby biegnięcia.

mar

,,Ale oni wszyscy szybko pływają” – krzyczę do kibicującej i robiącej zdjęcia Klaudii Kapicy, a ona odkrzykuje – też jesteś szybka, zrobiłaś wodę w 30 min! 30 min?! Miałam jeszcze 10 min do końca limitu! Nie płynęłam wcale tak szybko! Da się! Od razu pobiegło mi się lepiej ten dywanowy kawałeczek zawijający ślimaka do roweru. Moje całe przemyślenia dotyczące startu w ¼ Ironmana opierały się na – ,,byleby tylko zdążyć wyjść z wody w limicie, a dalej jakoś to będzie”. Okazało się jednak, że najtrudniejsze miało dopiero nadejść.

Nie doceniałam odcinku rowerowego, który przy moim czołgu, był najcięższym wyzwaniem tego dnia. Sama zmiana dyscypliny poszła szybko i sprawnie, na fali euforii z tych 30 min. Założyłam buty takie od razu do biegania, narzuciłam koszulkę rowerową, założyłam kask, zapięłam pas z numerem startowym, batonik z Biedronki w rękę i biegusiem na belkę startową roweru. Wszystko zajęło mi niecałe trzy minuty. Wskoczyłam na rower i powoli gryząc batonika pomyślałam, no to teraz już z górki będzie. 45 km rowerem, dwie pętle po znanych mi okolicach. Pikuś. Może nawet kogoś wyprzedzę. Oj ja głupia…Nie wyprzedziłam nikogo oczywiście. Trasa rowerowa – góra, dół, góra, dół…i jeszcze ta górrrrrra do Mysłowic (wolę na nią wbiegać na Silesia Maraton, niż wjeżdżać, przysięgam!)…wykańczała psychicznie i fizycznie. Jeszcze te leciutkie, rowery śmigające dookoła mnie…jakbym jechała w piachu, a reszta latała w powietrzu. To było straszne. Na pierwszej pętli jeszcze walczyłam o godność, ale na drugiej walczyłam już tylko o przetrwanie. Nie mogłam się doczekać biegu. W końcu po 2h 3 minutach i 45 sekundach skończyłam tą nierówną walkę, lekko zniszczona psychicznie. Wbiegłam ponownie do strefy zmian. Kiedy jechałam na rowerze ( czytaj czołgałam się na rowerze) nie czułam 33 stopniowego upału. Teraz jednak było tak, jakbym nagle otworzyła drzwi rozgrzanego piekarnika …i do niego wlazła. Na dzień dobry pół butli wody wylałam sobie na głowę, zaparkowałam rower i ruszyłam na dwie pięciokilometrowe pętle…naprawdę z prawdziwą ulgą, że to już nie rower. Pływanie i rower nie mogły przekroczyć 3h, wiec miałam jeszcze sporo zapasu. Wbiegłam na dobrze mi znane trasy poprowadzone pomiędzy stawami. Na początku zmiany dyscypliny nogi tym razem jak z kamienia ( bardzo ciekawe te odczucia własnego ciała podczas triatlonu, nawet tylko dlatego warto spróbować go choć raz), ale dość szybko się rozbiegały. Nie cisnę zbyt mocno, upał jest nieziemski. Na trasie trzy punkty z wodą, przy jednym z nich zainstalowany zraszacz, organizatorzy naprawdę pomyśleli o wszystkim. Nie biegnę szybko, ale mijam zawodników i z1/2 i z ¼ . Wszyscy są już naprawdę bardzo mocno zmęczeni. U każdego procedura zaliczania punktu z wodą podobna – 4 kubki na głowę, 2 kubki w gardło, jeszcze jeden kubek na głowę i dalej w drogę. Najbardziej podobało mi się oznaczenie kilometrów na terasie biegowej – ,,ostatni kilometr” na końcu pętli wszystkim, niezależnie od zmęczenia, płci, czy dystansu poprawiał nastrój. Wbiegałam na drugą pętle 10 km biegu kończącego dystans, kiedy usłyszałam głośny doping – ,,Małgorzata!, Małgorzata!” To poznany przed zawodami starszy pan, prawie dobrze zapamiętał moje imię i gorąco mnie dopingował. Kurcze, właśnie za takie chwile uwielbiam zawody. Dla takich sytuacji. To naprawdę jest coś pięknego, niepowtarzalnego. Ukończyłam ¼ Ironmana w czasie 3h49min i 18 sekund ( limit wynosił 5h). Na mecie czekał medal, gratulacje, piwo, arbuz, obiad….naprawdę na wypasie. W końcu zasłużyliśmy.

mar3

Zapowiadam! To nie koniec.

Spodobało mi się i w przyszłym roku chciałabym zrobić ½….może jednak z innym rowerem…A sam triathlon zdecydowanie polecam każdemu.

Mariola ( Małgorzata) Powroźna

tri-mar

CUKRZYCA – JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?

Diabetyk też człowiek, jeść musi. Pokus jednak nie brakuje. Ciężko być młodym człowiekiem i wyrzec się wszelkich używek i niezdrowych, acz czasem smacznych przekąsek. Tak  jest z Markiem.
Kiedy ponad dwa lata temu postawiono diagnozę – cukrzyca I typu, świat zmienił się o 180 stopni. A już na pewno ten kulinarny.

Przed pamiętną datą Marek bardzo zeszczuplał. 10 kg masy ciała zniknęło w ciągu trzech dni. Na dobę potrafił wypić hektolitry wody. Był słaby, objawy miał niczym chory na anginę człowiek. Tak przynajmniej sugerował lekarz pierwszego kontaktu.

Kiedy ostatecznie Marek trafił na oddział lekarze nie mogli uwierzyć. Człowiek, który nie ma cukrzycy powinien mieć cukier na poziomie 60 – 100 mg%. Poziom cukru Marka wynosił 1600!!!

Główne_objawy_cukrzycy

Czym jest cukrzyca typu 1?

Cukrzyca typu 1 występuje wtedy, gdy własny układ odpornościowy organizmu niszczy komórki produkujące insulinę w trzustce – komórki beta.

U niektórych osób rozwija się cukrzyca wtórna, która jest podobna do cukrzycy typu 1, ale komórki beta nie są niszczone przez układ immunologiczny, a za pośrednictwem innych czynników, takich jak mukowiscydoza czy operacja trzustki.

Czym jest insulina i cukrzyca typu 1?

Zwykle hormon insuliny jest wydzielany przez trzustkę, lecz w małych ilościach. Kiedy jesz, cukier (glukoza) z żywności stymuluje trzustkę do wydzielania insuliny. Uwalniana ilość jest proporcjonalna do spożywanego przez nas konkretnego dania.

Głównym zadaniem insuliny jest pomoc w przeniesieniu niektórych składników odżywczych, zwłaszcza cukru, do komórek i tkanek organizmu. Komórki używają cukrów i innych składników odżywczych z posiłków jako źródło energii potrzebnej do właściwego funkcjonowania.

Ilość cukru we krwi obniża się w momencie wchłonięcia go do komórek. U osób zdrowych jest to sygnał dla komórek beta w trzustce, aby obniżyły produkcję ilości insuliny w taki sposób, aby nie doszło do zbyt niskiego poziom cukru we krwi (hipoglikemia). Niestety niszczenie komórek beta, które odbywa się przy wystąpieniu cukrzycy typu 1, niweczy cały ten proces.

Przyczyny choroby

Lekarze nie znają wszystkich czynników, które mogą doprowadzić do cukrzycy typu 1. Oczywistym jest jednak, że podatność na tę chorobę może być dziedziczona.

Lekarze stwierdzili, że otoczenie odgrywa pewną rolę w powstawaniu choroby. Cukrzyca typu 1 wydaje się występować, gdy coś w środowisku – toksyna lub wirus (jednak co do tego lekarze nie mają pewności) – stymuluje układ odpornościowy do atakowania błędnie trzustki oraz niszczenia komórek beta aż do momentu, w którym nie mogą produkować wystarczającej ilości insuliny. Znamiona tego zniszczenia, zwane autoprzeciwciałami, można zaobserwować u większości osób z cukrzycą typu 1. W rzeczywistości, są one obecne w 85% do 90% przypadków osób chorych pod warunkiem, że stężenie cukru we krwi jest wysokie.

Ponieważ jest to choroba autoimmunologiczna, cukrzyca typu 1 może wystąpić wraz z innymi chorobami autoimmunologicznymi, takimi jak nadczynność tarczycy będąca wynikiem choroby Gravesa lub niejednolite zmniejszenie pigmentacji skóry, które występuje wraz z bielactwem (przewlekłą chorobą polegającą na odbarwieniu skóry).

gluko

Objawy cukrzycy typu 1

U osób z cukrzycą typu 1 cukier nie jest przenoszony do komórek, ponieważ nie ma dostępu do insuliny. Gdy cukier gromadzi się we krwi, zamiast przenosić się do komórek, komórkom w organizmie brakuje składników odżywczych. Dlatego też inne systemy w organizmie muszą dostarczyć energii. W rezultacie rozwija się wysoki poziom cukru we krwi i może powodować:

odwodnienie. Gromadzenie się cukru we krwi może spowodować zwiększenie oddawania moczu (w celu usunięcia cukru z organizmu). Gdy nerki tracą glukozę wraz z moczem wydalana jest duża ilość wody, co powoduje odwodnienie.

utratę masy ciała. Wydalenie cukru w moczu oznacza utratę kalorii, które dostarczają energii i dlatego wiele osób z wysokim poziomem cukru chudnie (odwodnienie również przyczynia się do utraty wagi)

Kwasicę ketonową (DKA). Wobec braku insuliny, oraz ponieważ komórki są pozbawione energii, organizm zaczyna rozbijać komórki tłuszczowe. Produkty rozpadu tłuszczu obejmują związki chemiczne zwane ketonami, które wykorzystywane są do produkcji energii. Ketony zaczynają gromadzić się we krwi, co powoduje zwiększoną kwasowość. Wątroba nadal uwalnia cukier. Ponieważ organizm nie może wykorzystać tych cukrów bez insuliny, coraz więcej cukru odkłada się do krwi . Połączenie wysokiego poziomu cukru w organizmie, odwodnienie i wzrost kwasów znany jest jako kwasica ketonowa i może stanowić zagrożenie życia, jeśli natychmiast nie zostaną podjęte odpowiednie działania.

Uszkodzenia ciała. Z biegiem czasu wysoki poziom cukru we krwi może uszkodzić nerwy i małe naczynia krwionośne oczu, nerek i serca co może wywołać miażdżycę tętnic, co z kolei może wywołać atak serca i udar mózgu.

pompa

Niektóre objawy cukrzycy typu 1 są często subtelne, ale mogą przeobrazić się w ciężkie przypadki.

Są to m.in.:

-zwiększone pragnienie,

-uczucie głodu (zwłaszcza po jedzeniu),

-suchość w ustach,

-nudności i czasami wymioty,

-ból brzucha,

-częste oddawanie moczu,

-niewyjaśniony spadek masy ciała (mimo ciągłego jedzenia i uczucia głodu),

-zmęczenie (uczucie słabości),

-niewyraźne widzenie,

-ciężki oddech, trudności z oddychaniem,

-częste zakażenia skóry, dróg moczowych lub pochwy.

Objawy wymagające natychmiastowej interwencji u osoby z cukrzycą typu 1 to:

-trzęsienie się i zdezorientowanie,

-szybki oddech,

-owocowy zapach oddechu,

-ból brzucha,

-utrata przytomności (występuje rzadko)

Cukrzyca-1024x693

źródło zdjęcia – tutaj

Leczenie cukrzycy typu 1

Wiele osób z cukrzycą typu 1 wiedzie długie i zdrowe życie. Kluczem do utrzymania dobrego zdrowia jest utrzymanie poziomu cukru we krwi w swoim przedziale docelowym, co można osiągnąć przy pomocy zaplanowanych posiłków, ćwiczeń i intensywnej insulinoterapii. Wszystkie osoby z cukrzycą typu 1 muszą stosować zastrzyki z insuliny w celu kontrolowania poziomu cukru we krwi.

Niezbędne jest także sprawdzanie swojego poziom cukru we krwi i dokonywanie korekty dawek insuliny, jedzenia oraz ćwiczeń w celu utrzymania normalnego (zalecanego) poziomu cukru.

Niewłaściwe leczenie

W przypadku, gdy cukrzyca typu 1 nie jest dobrze kontrolowana, mogą rozwinąć się poważne lub zagrażające życiu przypadłości, w tym:

-Retinopatia. Ta choroba oczu pojawia się u około 80 % dorosłych, którzy chorują na cukrzycę typu 1 dłużej niż 15 lat. Retinopatia cukrzycowa w przypadku cukrzycy typu 1 jest niezwykle rzadka przed okresem dojrzewania bez względu na to jak długo ktoś choruje. Na szczęście utracie wzroku można zapobiec w większości przypadków osób z tą chorobą.

-Uszkodzenie nerek. U 20% do 30% osób z cukrzycą typu 1 może dojść do uszkodzenia nerek – stanu medycznego zwanego nefropatią. Ryzyko chorób nerek zwiększa się w czasie i dochodzi do niego w odstępie 15 do 25 lat od wystąpienia choroby. Powikłanie to niesie ze sobą poważne ryzyko wystąpienia groźnych chorób, takich jak niewydolność nerek i choroby serca.

-Słabe krążenie krwi i uszkodzenie nerwów. Uszkodzenia nerwów i twardnienie tętnic prowadzi do zmniejszenia czucia i słabego krążenia krwi w nogach. To może prowadzić do zwiększenia ryzyka kontuzji i zmniejszenia zdolności gojenia się ran zwykłych i otwarytych, co z kolei znacznie zwiększa ryzyko amputacji. Uszkodzenie nerwów może również prowadzić do problemów trawiennych, takich jak nudności, wymioty lub biegunka.

źródło artykułu: TUTAJ!

Jeśli obserwujecie nasze strony na Facebooku lub instagramie, zauważyliście pewnie, że życie człowieka z cukrzycą nie różni się zbytnio od tego bez. Różnica polega na tym, że Marek przed każdym posiłkiem musi zbadać poziom cukru we krwi i powinien unikać produktów z wysokim indeksem glikemicznym. Poza pompą insulinową na stałe przymocowaną do pasa, praktycznie nie sposób poznać po nim choroby, zwłaszcza, że jest w ciągłym ruchu, uprawia sporty i jest bardzo energiczny.

indeks-glikemiczny2

Nie lekceważcie objawów choroby, badajcie się. Choroba to nie koniec świata, a jej świadomość to droga do lepszego, zdrowszego życia!

opaskav

ZDROWY DESER

Zauważyłam, że w sytuacjach dla mnie stresowych, zamykam się w kuchni. Moja kuchnia nie ma drzwi więc to „zamykanie się” jest przysłowiowe, nie mniej uspokajam się gotując, piekąc ciasta itp.

Tym razem postanowiłam upiec ciasto z malinami, których ani razu w tym roku nie jadłam. Niestety, ten pomysł okazał się niewykonalny ze względu na brak malin na straganach…

Nie pozostało mi nic innego jak udać się do Lidla po świeże owoce. Postawiłam na truskawki, jeżyny i brokuły. Swoją drogą, zastanawiam się czy w tym roku doczekamy borówek na poziomie złotówki bo obecne ceny 0d 17 do 27 zł to jakaś masakra 🙁

13918403_1212257088824959_671705016_o

Oprócz owoców do ciasta potrzebne będzie:

mąka pszenna typ 1850 – 2 szklanki (znalazłam w Lidlu)
2 jajka
150 g daktyli
1 szklanka mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżeczki ciemnego kakao
1 jabłko
1 banan

Sposób przyrządzenia:

daktyle posiekać i przez 30 min moczyć w szklance mleka
dodać pokrojone w kawałki jabłko, następnie banan
dodać dwa jajka
wszystko razem zmiksować/zblendować
odstawić na chwilę na bok

w osobnej misce:
wymieszać mąkę
proszek do pieczenia
kakao

Następnie wymieszać wszystko dokładnie. Ciasto powinno wyjść dość gęste.

Do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia lub silikonowej formy wyłożyć jedną porcję ciasta, następnie poukładać wybrane przez siebie owoce i zakryć je drugą porcją ciasta. Na górze również wyłożyć owocami.

Pieczemy przez 55 min w temperaturze 180 stopni.

Smacznego.

13939968_1212257082158293_760427978_o

13951079_1212257085491626_2011024393_o

unnamedk

unnamedm

WORECZKI LITERKI OD AKSON’A

Tym razem testujemy woreczki literki marki AKSON.  Pomimo, iż woreczki pobudzają wyobraźnię i kreatywność, czasami nie jest łatwo cokolwiek  powiedzieć…..

Na szczęście są jeszcze zdjęcia…..

IMG_2829

IMG_2838

IMG_2848

IMG_2839

KOLOROWY ALFABET to zestaw literek w 3 kolorach. Zestaw zawiera:
33 woreczki z nadrukiem:
żółte: a, c, e, g, j, ł, ń, p, ś, w, z
niebieskie: ą, ć, ę, h, k, m, o, r, t, x, ż
czerwone: b, d, f, i, l, n, ó, s, u, y, ź

Woreczki gimnastyczne mają wiele zastosowań i tylko od naszej wyobraźni zależy jak je wykorzystamy:

-pomoc w czasie zabaw animacyjnych, dydaktycznych i zajęć korekcyjno-ruchowych

-pomoc dydaktyczna we wczesnej edukacji przy nauce m.in. alfabetu i czytania

-pasuje do gier i ćwiczeń z chustą animacyjną, zabaw animacyjnych i gimnastyczno-tanecznych

My z naszej chusty i woreczków korzystamy podczas LATA OTWARTYCH BOISK na Stadionie Śląskim, gdzie do końca wakacji prowadzimy bezpłatne animacje dla dzieci.

Cechy produktu:

Wymiary woreczka: 10 cm x 12 cm

Waga woreczka: 100 g

Waga zestawu: 3500 g

Producent: Centrum Akson

Dostępne także na sztuki  w sześciu kolorach: zielony, żółty, pomarańczowy, czerwony, fioletowy, niebieski.

KONKURS! WYGRAJ BEZPŁATNE TESTY WYDOLNOŚCIOWE

Cześć!

Obiecany konkurs. Razem Kardio Kliniką Brynów dajemy Wam szansę wygrać bezpłatne badania. Szczegóły poniżej. W razie pytań piszcie 🙂 PS. konkurs obowiązuje TYLKO na Facebooku! Konkurs trwa do 16.08.2016r. do godziny 23:59 🙂

konkurs

TRENUJ Z GŁOWĄ! CZYLI CO TO JEST ERGOSPIROMETRIA?

Ostatnio coraz częściej porzucamy nasze dwa kije i trenujemy slow jogging. Do treningów podchodzimy jednak bardzo ostrożnie ze względu na chorobę Marka. Wiadomo, że aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na poziom cukru we krwi i pomaga diabetykom trzymać go w ryzach. W przypadku cukrzycy I typu jest jeszcze mnóstwo rzeczy, na które trzeba zwracać uwagę – w przypadku Marka jest to wątroba. Diagnozy lekarskie nie są jednoznaczne ani też ostateczne, co jest niezwykłym utrudnieniem ponieważ wiemy, że wątroba jest uszkodzona ale nic poza tym. Wyniki krwi są podwyższone i sugerują PSC wątroby ale czy jest to ostateczna diagnoza? Najbliższe lata pokażą.

Z powodu uszkodzenia wątroby lekarze zalecili Markowi (dwa lata temu) zaprzestanie uprawiania sportu a jedyną bezpieczną i dopuszczalną aktywnością okazał się być Nordic Walking.

Na szczęście medycyna idzie do przodu…. W Katowicach powstała nowa klinika – Kardio Klinika Brynów, która jak sama nazwa wskazuje zatrudnia głównie kardiologów ale nie tylko. Są też diabetolodzy, dietetycy i pulmonolodzy. Okazało się, że „przypadek” Marka jest bardzo „ciekawy”, dlatego zdecydowano się poddać go testom wydolnościowym, a następnie badaniom kontrolnym, które miały dać obraz ewentualnie negatywnego wpływu wysiłku fizycznego na pracę wątroby.

13700091_384427311681330_1490897003593548068_n

Czym jest badanie wydolnościowe?

Dla porównania, możemy wyobrazić sobie test, który ocenia parametry silnika samochodu – moc, maksymalną prędkość, efektywność spalania paliwa.

Podczas ergospirometrii oceniane są wszystkie wskaźniki istotne w treningu biegacza. Badanie zaczynamy od doboru maski. Następnie zakładamy pulsometr oraz uprząż alpinistyczną, która zabezpiecza nas przed upadkiem. Do maski podłączany jest analizator gazów oddechowych. Urządzenie analizuje objętość oddechu i określa skład gazów wdychanych i wydychanych (tlenu i dwutlenku węgla). W trakcie badania monitorowana jest także częstość akcji serca. Badanie przeprowadza się na bieżni ruchomej według protokołu określającego prędkość oraz kąt nachylenia.

13866877_10209977736978389_701096059_n
Początkowa bieżnia porusza się w tempie marszowym, a docelowa  prędkość to 14-16 km/h. Badanie wykonuje się “do odmowy”, czyli momentu, kiedy zawodnik decyduje się przerwać bieg. Co istotne, ergospirometrię wykonuje się pod okiem lekarza, który na bieżąco monitoruje parametry życiowe i czuwa nad bezpieczeństwem.
Z Markiem było podobnie – lekarz co chwilę pytał o samopoczucie oraz bacznie obserwował wskaźnik RER, który kolokwialnie mówiąc, dawał znać czy organizm Marka ma jeszcze siłę by biec.

Jakie są korzyści z badania?

Ergospirometria pozwala na uzyskanie niezwykle cennych informacji na temat wydolności organizmu, a więc funkcji serca, płuc oraz mięśni.

Ważnym parametrem jest maksymalny pułap tlenowy, czyli VO2max. Wskaźnik ten mówi ile nasz organizm jest w stanie pobierać tlenu z otoczenia przy maksymalnym wysiłku.

Maksymalna częstość akcji serca (HRmax).

Wiele osób, które biega opiera swój trening w oparciu o wzoru HRmax = 220 – wiek. Jest to jednak bardzo mało precyzyjne narzędzie nie uwzględniające różnic indywidualnych (np. płeć, budowa, czy skład ciała). Warto zaznaczyć, że ten uproszczony model matematyczny powstał w latach 70. i przeznaczony jest dla pacjentów z chorobami układu sercowo-naczyniowego.
Badanie ergospirometryczne pozwala na precyzyjne określenie maksymalnej częstości akcji serca.

Próg tlenowy (VT1)

W trakcie ergospirometrii mierzona jest ilość wdychanego tlenu i wydychanego dwutlenku węgla. Na tej podstawie wiemy, jaki typ przemian energetycznych zachodzi w danym momencie w organizmie. Jest to ogromna zaleta badania wydolnościowego, na podstawie którego lekarz jest w stanie określić intensywność wysiłku, przy którym energia powstaje ze spalania tkanki tłuszczowej, kiedy z glukozy w metabolizmie tlenowym, a kiedy z glukozy w przemianach beztlenowych. Ostatni wspomniany punkt (uruchomienie przemian beztlenowych) określany jest progiem tlenowym lub pierwszym progiem wentylacyjnym (VT1) i stanowi kluczowy wskaźnik dla biegacza. Dalszy wysiłek oznacza narastanie przemian beztlenowych, co przejawia się zmęczeniem, a w praktyce nieefektywnym i szkodliwym treningiem wymagającym nawet kilkutygodniowego okresu powrotu do stanu homeostazy.

strefy

Wyznaczenie VT1 ma zatem bardzo praktyczny aspekt – jeśli chcesz ukończyć bieg długodystansowy musisz biec z prędkością przed osiągnięciem pierwszego progu wentylacyjnego. Dzięki temu Twój organizm będzie czerpał energię z przemian tlenowych, co pozwoli Ci dłużej wykonywać wysiłek.

strefy1

Podobnie, jak w przypadku obliczenia HRmax ze  wzoru HRmax = 220 – wiek, wyznaczanie zakresów treningowych za pomocą algorytmów matematycznych jest obarczone dużym błędem. Ergospirometria jest natomiast doskonałym narzędziem do określania stref energetycznych. Zapewnia precyzyjne wyniki, które generowane są na podstawie Twojej próby wysiłkowej. Nie będziesz zatem niedotrenowany lub przetrenowany.

strefy2

Dzięki badaniu ergospirometrycznemu możesz wyznaczyć indywidualny program treningowy w zależności od celu, jaki sobie założysz: spalanie nadmiaru tkanki tłuszczowej, podtrzymanie sprawności fizycznej, przebiegnięcie półmaratonu, a może maratonu.

Możesz określić, kiedy chcesz ćwiczyć, jak jest dla Ciebie najbardziej odpowiedni harmonogram i jaki sport chcesz uprawiać (bieganie, kolarstwo, pływanie, nordic walking)

Kto powinien wykonać badanie?

Ergospirometria to propozycja skierowana do osób, które chciałby poznać i lepiej zrozumieć swój organizmu w kontekście wysiłku fizycznego. Obecnie badanie to staje się coraz bardziej popularne wśród sportowców amatorów i ludzi dbających o swoją kondycję. Testy wydolnościowe są szczególnie pomocne w prowadzeniu mądrego i rozważnego planu treningowego. Pozwalają także na analizę metabolizmu tkanki tłuszczowej i węglowodanów, co ma znaczenie w budowaniu programów dietetyczno-żywieniowych.

Kiedy wykonać badanie?

Do ergospirometrii można podejść  na zasadzie ciekawości, w celu uzyskania przekrojowej informacji na temat stanu wydolności organizmu, albo systematycznie, jeśli osoba poważnie przygotowuje się do zawodów sportowych i chce mieć realny obraz swoich postępów. W drugim przypadku ergospirometrię należy powtarzać co około 3 miesiące, aby w pełni kontrolować poziom wytrenowania i optymalizować trening. Strategicznie warto również wykonać badanie przed ważnymi zawodami, aby określić docelową prędkość pozwalającą na pracę organizmu w warunkach metabolizmu tlenowego, a tym samym ukończenie biegu długodystansowy.

Przygotowanie do badania:

-należy być zdrowym i wypoczetym

-nie wykonywać ciężkich treningów 2-3 dni przed badaniem

-zaleca się spożycie lekkostrawnego posiłku około 3-4 godziny przed badaniem. Do testu nie należy przystępować na czczo.

Pamiętaj! Sednem badania ergospirometrycznego jest analiza i interpretacja wyników oraz  uzyskanie zaleceń dotyczących treningu. Po prostu! Trenuj z głową!

Śledź naszego bloga bo już wkrótce będziesz mógł wygrać całkowicie darmowe badanie pod opieką lekarza oraz zaleceniami dotyczącymi dalszego treningu!!!!!

#trenujzgłową

MAGICZNA PIŁKA OD AKSON’A

Tym razem razem z marką AKSON mieliśmy okazję testować MAGICZNĄ PIŁKĘ.
Pod tą tajemniczą nazwą kryje się balonik, na którego nakładamy tęczową osłonkę tworząc idealną do zabaw magiczną piłkę. Jej wyjątkowość polega między innymi na tym, że kolorystyka piłki jest dokładnie taka sama jak chusty animacyjnej, szarf gimnastycznych oraz woreczków.  Dzięki pomysłowości animatora, bądź samych dzieci, można wymyślać nieskończone ilości zabaw i kombinacji, zapewniając małym pociechom niezapomniany czas.

13664498_1204340762949925_292669256_n

13672624_1204340779616590_575866098_n

13652288_1204340776283257_710254540_n

Zestaw obejmuje: 1 piłka balonowa, 3 wymienialne balony.

13652371_1204340782949923_1476784024_n

Balonik należy włożyć do kolorowej piłki zacząć pompować. Następnie zawinąć końcówkę balonu i piłka jest gotowa do zabawy.

13867105_1204340792949922_914957179_n

13866724_1204340809616587_2048333375_n

Piłka jest bezpieczna i umożliwia  zabawę w domu i na świeżym powietrzu, a dzięki opcji wymiennych balonów jest również bardzo praktyczna i zajmuje niewiele miejsca.

13833112_1204340769616591_894897958_o

Piłka balonowa Akson to świetny sposób na uatrakcyjnienie zabaw integracyjnych  zarówno podczas grupowych animacji jak również indywidualnych. Świetnie sprawdzi się również do urozmaicenia treningu sportowego. Tęczowy futerał piłki balonowej chroni balon przed pęknięciem i dodaje zabawie atrakcyjności.

My, postanowiliśmy przetestować piłkę z pomocą Paulinki, która była zachwycona wymyślanymi zabawami, a sama też wykazywała się sporą kreatywnością i pomysłowością w wykorzystaniu magicznej piłki.

Naszym zdaniem spójne połączenie kolorystyczne kilku produktów to strzał w dziesiątkę.

Polecamy!!

PARKRUN KATOWICE POBIEGNIE DLA PAWEŁKA

30 lipca 2016 r. o godzinie 9.00 w Parku Kościuszki, w ramach 12. biegu parkrun Katowice odbędzie się Bieg dla Pawełka organizowany przy współpracy z Instytutem Regionalnym. Bieg dla Pawełka to zawody charytatywne na 5 km, mające na celu zebranie środków na turnus rehabilitacyjny dla 4-letniego Pawełka cierpiącego na nieuleczalną chorobę – Dystrofię Duchenne’a (DMD). Rehabilitacja pozwoli Pawełkowi dłużej cieszyć się dzieciństwem, a każdy dodatkowy miesiąc sprawności małych nóżek jest na wagę złota. Potrzebne jest 5 500 zł.

Każdy z uczestników biegu i każda osoba chcąca pomóc Pawełkowi – może przekazać dobrowolne wpłaty w jakiejkolwiek wysokości poprzez serwis siepomaga.pl. Można również dokonać wpłaty bezpośrednio na konto Fundacji.

Pawełek jest podopiecznym Fundacji Parent Project Muscular Dystrophy zrzeszającej osoby cierpiące na różnego rodzaju dystrofie oraz ich rodziców. Poza udziałem w akcji „Bieg dla Pawełka” można pomóc przekazując darowiznę na subkonto Fundacji: 92 2130 0004 2001 0483 1491 0001 (tytuł przelewu: „Paweł Wybierek”) lub przekazując 1% podatku (Nr KRS 0000 325 747, w rubryce „Cel szczegółowy 1%” wpisując: „Paweł Wybierek”).

pawełek

Zapraszamy zarówno biegaczy jak i zawodników nordic walking do udziału w Biegu dla Pawełka podczas 12. parkrun Katowice. Dla trzech najszybszych kobiet i mężczyzn przygotowano nagrody rzeczowe. Aby wziąć udział w biegu należy zarejestrować się na stronie parkurn.pl/rejestracja i wydrukować kod uczestnika. Rejestracja oraz udział w biegu pozostaje bezpłatny. Wpłaty dowolnej kwoty dla Pawełka można dokonać zarówno przed jak i po wydarzeniu. Partnerem akcji są Katowice – oficjalny profil miasta.

BIEGOWY PASEK LIDL POLSKA

Znacie to przysłowie, że złej baletnicy przeszkadza nawet rąbek od spódnicy? Ja właśnie jestem taką złą biegaczką. Może to podświadoma obrona przed tym by jednak nie biegać, że to nie dla mnie? Może zachowuję się jak księżniczka na ziarnku grochu. No trudno, taka już jestem 🙂 dzięki takim osobom jak ja, firmy specjalizujące się w produkowaniu odzieży i akcesoriów do biegania mają pole do popisu.

13711626_1195777070472961_1877702495_o

Jakiś czas temu otrzymaliśmy paczkę z Lidl Polska, a w niej buty do biegania, letnia bielizna termoaktywna (męska) oraz właśnie pasek. Zarówno mnie jak i Marka częściej spotkacie na treningu nordic walking niż biegowym, a maszerując jakoś mniej mi przeszkadza plecak na plecach czy nerka na pasie.
Dlatego opinię na temat paska postanowiłam wyrazić dopiero po testach podczas biegania.

13689375_1195777063806295_412414129_n

Na początku trochę się zdziwiłam na widok paska. Pomyślałam, że jest mały i w związku z tym niepotrzebny, bo przecież klucz z domu czy samochodu mogę włożyć do kieszeni spodni. Pewnego dnia przez zupełny przypadek postawiłam włożyć do torebki paska telefon i okazało się, że nie tylko mieści się bez problemu ale także jest bardzo wygodny.

13692300_1195777077139627_1802142054_o

13695888_1195777060472962_1386683491_n

Kiedy już wybiorę się na trening biegowy, co ostatnio jest świętem, ale już niedługo mam nadzieję normą (szczegóły  wkrótce) wszystko musi być idealne. Skarpetki nie za krótkie, koszulka nie może się podnosić, buty nie mogą uwierać, nie wspominając już o pogodzie….Nie lubię biegać z kluczami, z telefonem też nie za bardzo, jednak ze względów bezpieczeństwa staram się go zawsze mieć przy sobie. Uchwyty na ramię są dobrym pomysłem, jednak mnie po kilku kilometrach zwyczajnie zaczyna ono boleć, co jest kolejną rzeczą, która przeszkadza mi w bieganiu 🙂 Mówiłam, że jest tego sporo 😉
Niemniej próbuję, testuję i wybieram najlepsze, moim zdaniem rozwiązania.
Ku mojemu dużemu zdziwieniu pasek crivit PRO spisuje się bardzo dobrze. Stabilnie trzyma się na pasie. Mieści telefon. Zapinana torebka jest zrobiona z siateczki więc przepuszcza powietrze, dzięki czemu  nie powoduje dodatkowego pocenia się. No i jest tani. Dużym plusem są odblaskowe elementy.

lidl

Drogi biegaczu, biegaczko jeśli zastanawiasz się właśnie nad tego typu zakupem, polecam zainwestować w pasek crivit PRO z Lidl Polska.

PÓŁMARATON PHILIPS PIŁA

Medale Półmaratonu PHILIPS Piła tworzą unikalną kolekcję. Tym razem sylwetka Jana Huruka

Półmaraton PHILIPS Piła kontynuuje tradycję umieszczania na medalach wizerunków najlepszych polskich maratończyków w historii. Pierwszym zawodnikiem uhonorowanym w ten sposób zawodnikiem był w 2006 roku Zdzisław Bogusz, a w poprzednim roku uczestnicy pilskiej połówki otrzymali medale z wizerunkiem Wandy Panfil. Do biegaczy, którzy 4 września ukończą 26. Półmaraton PHILIPS Piła na mecie trafi medal z sylwetką Jana Huruka, Mistrza Polski w półmaratonie z 1992 roku i olimpijczyka z Barcelony, wielokrotnego reprezentanta Polski w biegach długodystansowych. Będzie to już 11. medal z wizerunkiem najlepszych polskich maratończyków w unikalnej kolekcji medali pilskiego półmaratonu.

4 września 2016 roku w Pile odbędzie się już 26. edycja Półmaratonu PHILIPS Piła. Dla wielu biegaczy to stała pozycja w kalendarzu startowym. Bieg odbywa się zawsze w pierwszą niedzielę września i ten termin jest jednym z powodów, dla których pilska połówka cieszy się dużą popularnością wśród zawodników, pozwala bowiem sprawdzić swoją formę przed wrześniowymi maratonami w Warszawie oraz Berlinie. Coraz częściej jednak biegacze przyjeżdżają do Piły, by zdobyć unikalny medal do kolekcji niepowtarzalnych medali z wizerunkami najznakomitszych polskich maratończyków. Taką okolicznościową pamiątkę od 2006 roku otrzymują wszyscy zawodnicy, którzy ukończą Półmaraton PHILIPS Piła.

indeks

W minionych latach swojego wizerunku na medalu użyczyli: Zdzisław Bogusz (2006), Edward Stawiarz (2007), Michał Wójcik (2008), Kazimierz Orzeł (2009), Edward Łęgowski (2010), Ryszard Marczak (2011), Jerzy Skarżyński (2012), Wojciech Ratkowski (2013), Zbigniew Pierzynka (2014) oraz Wanda Panfil (2015).

W tegorocznym półmaratonie na medalu będzie sylwetka kolejnego maratończyka, tym razem będzie to wizerunek Jana Huruka, Mistrza Polski w półmaratonie z 1992 roku i wielokrotnego reprezentanta Polski w biegach długodystansowych. Jan Huruk startował w biegach maratońskich w Berlinie, Bostonie, Chicago, Londynie, Barcelonie Otsu, Fukuoka, Tokio, Wiedniu. Jego rekord życiowy w maratonie to 2:10:07, uzyskany w Londynie w 1992 roku pozwolił mu zająć 2. miejsce w tym prestiżowym biegu. W 1991 roku na mistrzostwach świata w Tokio zajął 4. miejsce, a na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie  w biegu maratońskim był siódmy.

indeks2

„Startując w Półmaraton PHILIPS Piła uczestnicy na mecie biegu otrzymują medale z wizerunkiem naszych znakomitych maratończyków. W tym roku nagrodzimy ich medalem z sylwetką Jana Huruka i będzie to już kolejny, jedenasty taki medal do unikalnej i niepowtarzalnej kolekcji medali z pilskiego półmaratonu. Każdego roku na naszym medalu jest wizerunek innego zawodnika lub zawodniczki i w ten sposób chcemy przypomnieć sylwetki i kariery znanych polskich maratończyków. Dla nas organizatorów to zaszczyt i szczególne wyróżnienie, że Jan Huruk zgodził się, aby jego wizerunek znalazł się na medalu. Będzie nam także niezmiernie miło gościć tego znakomitego zawodnika podczas 26. Półmaratonu PHILIPS Piła, więc dla uczestników będzie to doskonała okazja spotkać Jana Huruka, otrzymać autograf, zrobić wspólne zdjęcie i zamienić z nim kilka słów. Zapisy wciąż trwają, zostało jeszcze trochę miejsc, więc 4 września serdecznie zapraszam do Piły.” – powiedział Henryk Paskal, dyrektor Półmaratonu  PHILIPS Piła.

Organizatorzy pilskiej połówki ustanowili limit uczestników na 3500 osób, a na niespełna dwa miesiące przed startem biegu, na liście startowej widnieje już ponad 2700 zgłoszeń. Nie warto więc zwlekać z zapisami. Zawodnicy chętnie przyjeżdżają do Piły, by pobiec na płaskiej i szybkiej trasie pozwalającej osiągać dobre wyniki i poprawiać rekordy życiowe. Trasa biegu posiada atest IAAF, AIMS oraz PZLA, a impreza odbędzie się w randze Mistrzostw Polski w Półmaratonie.

indeks3

Od 2013 roku Polskie Stowarzyszenie Biegów przyznaje medal za ukończenie Korony Polskich Półmaratonów. Aby zdobyć Koronę wystarczy ukończyć 5 półmaratonów w ciągu kalendarzowego roku. Półmaraton PHILPS Piła jest jednym z dziesięciu biegów, które mają do dyspozycji biegacze zainteresowani zdobyciem wyróżnienia. W 2015 roku Koronę Półmaratonów Polskich zdobyło ponad 700 osób.

Więcej informacji na temat imprezy: http://www.pila.halfmarathon.pl/