maraton

WIELKI BŁĘKIT

Z całą pewnością mogę napisać, że byłam przygotowana na ten maraton. To miała być moja ,,Ostateczna rozgrywka” z Silesią, którą biegam od zawsze ( czyli od 2013 roku) i która co roku w mniejszym, a częściej w większym stopniu, daje mi popalić. Na dziesiątą edycję PKO Silesia Marathon, przypadał też mój dziesiąty start na Królewskim dystansie. Wszystko to układało się przypadkiem/nie przypadkiem w bardzo zgrabną całość. Nie złamać czwórki z obecną formą i z takim jubileuszem w tle…byłoby po prostu wstyd…ale to Silesia, to Gwiazda Śmierci wśród krajowych maratonów i 7 października 2018 roku, stoczyłam z nią bój na śmierć i życie. Ale po kolei.

Tydzień przed Silesią Benjamin Kuciński, mój trener, oświadczył mi, że przy obecnych wynikach z treningów i obecnej formie, mogę zapomnieć o łamaniu czwórki. Mam lecieć na łamanie 3.50. Bardzo mnie to ,,podniosło” i cały tydzień jak mantrę powtarzałam sobie, stać mnie na 3.50, stać mnie na 3.50 …choć cały czas gdzieś z tyłu głowy mały ludzik krzyczał ,, Ale to Silesia!, Silesia ma gdzieś czy jesteś przygotowana i na jaki czas. I tak będzie chciała cię zmiażdżyć!!!”. Dobra, dobra, w tym roku się nie dam i już. Dodawałam sobie otuchy. Stać mnie na 3.50, stać mnie na 3.50…

I tak nastał 7 października 2018 roku. Do 9:00 pozostały jakieś sekundy. Stoję w tłumie maratończyków. Jest cudownie. Atmosfery przed startem w maratonie nie da się opisać. Trzeba to przeżyć. Zamykam oczy. Chłonę ten moment przed strzałem startera, wszystkimi zmysłami. Czuję się taka…gotowa. Mimo gwaru, głośnej muzyki z głośników zamyka się dookoła mnie kokon. Ludzie znikają. Jestem tylko ja i Silesia. Moja miłość i mój Odwieczny Wróg. Z tego dziwnego letargu wyrywa mnie odliczanie od dziesięciu w dół. I jest. START

Dobra, koniec ,,bajania” jest zadanie do wykonania. Przede mną 42 km i 195 metrów. To maraton. Wszystko się może zdarzyć. Skup się. Rozglądam się za pacemakerami prowadzącymi na 3.50. Przypomnę tylko ( bo to w sumie istotne dla całej dalszej opowieści), że są to biegacze, którzy pomagają pozostałym startującym w dotarciu na metę w określonym czasie. Ładuję się tej grupce na plecy i biegnę. I od samego początku czuję, że coś jest nie tak. Żeby dobiec na metę maratonu w 3h i 50 minut, trzeba zachować średnie tempo 5.27 min/km. Powinnam sobie więc biec te 5.30 – 5.25…Trzymam się posłusznie grupy, zerkając na średnie tempo łapane po każdym kilometrze. 5.17, 5.03, 5.12, 5.12…kurde, ludzie, co jest ? Po kiego tak gnać. W sumie, nie rozmawiałam z nimi przed startem, może mieli takie założenia, żeby pierwszą połowę robić mocniej…Nie tylko ja zdziwiona patrzę na zegarek. Zerkamy na siebie, ktoś się w końcu odzywa – ,,Na pewno chcą zrobić ,,zapas” na podbieg w Siemianowicach”. To tak trochę dodaje nam otuchy. Zaraz Dolina Trzech Stawów . Tam trochę górek się zaczyna. Wpadają ,,wolniejsze” kilometry, tempo biegu się buja. Po 10 km robię błąd logistyczny. Biegnę w środku grupy…i przegapiam punkt z wodą i Izo. Tak po prostu. Jak ostatnia ofiara losu. Wybiegamy z Doliny. Przed nami ul. Gospodarcza, trasa prowadząca na Nikiszowiec. To bez wątpienia jedna z atrakcji Silesia Marathon. Doping i klimat tego niezwykłego osiedla są cudowne. Nim się tam znajdziemy, czekają nas dwa podbiegi. Zwłaszcza jeden z nich daje solidnie w kość. Robię go bardzo siłowo. 14 km pyka na zegarku 5.15, 15 km pyka na zegarku 5.17…mam dość. Czuję się kiepsko. Jest gorąco. A ja chcę zejść z trasy. Na Nikiszu, na punkcie z wodą ładuję w siebie odbezpieczony żel, łapię kubek z wodą za kubkiem z wodą. Kolejne dwa leję sobie na głowę….i podejmuję decyzję, o pożegnaniu grupy 3.50. Niech sobie biegną. Od teraz lecę sama.

Po nawodnieniu czuję się trochę lepiej, ale nogi są ciężkie. Staram się trochę uspokoić. Jeszcze połowy trasy nie ma . Żel zaczyna działać. Czuję zastrzyk energii. Robię sobie głośniej muzykę na uszach. Lista utworzona rano, przy śniadaniu ( to moja tradycja) pasuje mi idealnie. Trochę zamykam się w moim świecie. Sama ze sobą. Z moją muzyką. Z moją trasą. Z moim zadaniem. Odzyskuje siły. Zaczyna mi się dobrze biec ten maraton. Mijam połówkę. Pilnuję tempa. Wzdłuż trasy dostrzegam co jakiś czas tabliczki z motywującymi hasłami – ,,Kolka to stan umysłu”, ,, Chuck Norris nigdy nie przebiegł maratonu”…to był świetny pomysł i choć pewnie wiele tablic przegapiłam, to i tak był to wspaniały doping. Biegnie mi się przyjemnie i lekko. Nie można było tak od początku ( mówi z przekąsem ludzik w głowie?) Cicho tam! Odpowiadam mu. Biegnę dalej. Skupiona. Jest super. Do 30 km.

Od 30 km na raz dopadają mnie dwie rzeczy. Ból w lewym udzie i kolka z prawej strony. I co ku…wa jeszcze, aż się chciało zapytać. Dobra, spoko, nie panikuj. Z kolką poradziłam sobie bez problemu, wystarczyło chwilę biec z naciągniętymi mięśniami, z prawą ręką w górze, głęboko oddychając. To taki mój patent. Gdzieś to kiedyś przeczytałam i nie wiem czy to placebo, ale zawsze na mnie działa. Z udem było gorzej. Centralnie w środkowej części uda palący ból. Dobra, to z pięści go potraktuję. Przy co którymś zamachu lewej ręki uderzałam pięścią w bolące miejsce. Na moment pomagało. 32 km. Zostało 10. Mariola, 10 km to ty na śniadanie zjadasz. Powtarzam sobie. Zaczyna boleć dokładnie to samo miejsce w prawej nodze….Biegnę, ale jak ostatni paralityk. ,,I co? Myślałaś, że tak łatwo ci pójdzie z Silesią? Myślałaś, że co, że już jesteś taka mocna? Zamknij się!!! – krzyczę w głowie ciągnąc dwa bolące kloce z betonu. 33 km.

35 km. Punkt z wodą i super zorganizowany punkt dopingujący biegaczy w Siemianowicach Śląskich. Zaczynam nerwowo zerkać za siebie, czy nie biegną zające z 4.0. Nie widzę ich…ale czuję ich oddech na plecach. Zaczyna się słynny siemianowicki podbieg. Tu wystarczy biec, by wszystkich wyprzedzać. Tyle, że ja nie mogę. Ścina mnie. Ból w udach jest tak mocny, że mam łzy w oczach. Co się dzieje? W mózgu zapalają się czerwone lampki. Przechodzę do marszu…

To był moment osobistej porażki. Porażki, dlatego że staram się zawsze przebiec maraton. Maratony się biega, a nie maszeruje! Weź się w garść!!! Kuśtykając i lekko pojękując sobie z bólu truchtam. Patrzę na tempo. Jest źle. Jest bardzo źle. Ale nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Oto na 38 km dzieje się rzecz najgorsza na świecie. Mija mnie grupa z balonami na 4.0. W akcie desperacji podejmuję ich tempo. Wystarczy tylko się na nich zawiesić i pobiec z nimi do mety. To TYLKO CZTERY kilometry! Nie mogę. Nie mogę utrzymać tempa 5.40. Przechodzę do marszu.

To koniec. Myślę sobie odprowadzając wzrokiem grupę. Koniec. Przegrałam. Znów stało się to, co chwilę przed startem. Zamyka się nade mną kokon. Nic nie słyszę, nie widzę innych biegaczy, czas zwalnia. Przegrałaś. Słyszę w głowie. Kolejna nauczka. Maraton, to Królewski Dystans, a ty myślałaś, że co? Że sobie go polecisz na ,,lekko”? Że nie będzie cię nic bolało? Że tak po prostu, bez walki dostaniesz na tacy ,,Trójkę z przodu”. No właśnie, no właśnie…w życiu też jest ciężko, też nie można się poddawać. 39 km. Zostały 3. Biegnij! Walcz! Jeszcze nie wszystko stracone!

I ja zaczęłam biec. Choć bolało, choć już straciłam nadzieję. Park Śląski. Jest z górki…rozpędzam się. Zaciskam zęby. Stadion coraz bliżej. 40 km. Biegnij!!! Po drodze miga tabliczka z napisem ,,Życie zaczyna się po czterdziestce”. Jakimś cudem mój mózg to rejestruje. W tych okolicach miałam podobno ,,swoich kibiców”…ale już nikogo nie widziałam.

Patrzę na zegarek. Jest szansa! Będzie na styk, ale jest szansa, musi być teraz tylko nadświetlna! Wbiegam na Stadion Śląski, do Kotła Czarownic. To jest najpiękniejsza meta wśród maratonów, na których byłam. Wbiegasz w tunel, który prowadzi cię na przepiękną niebieską  bieżnię. Ten kolor po 42 km jest…oszałamiająco niebieski. Po prostu ,,Wielki Błękit”. Wpadam na tłum truchtających. Patrzę na zegarek. 3.59 właśnie się pojawiło. Teraz, albo nigdy! ,,Lewa wolna „!!! drę się na całe gardło. Jak ostatni burak. Ludzie, biegnijcie! Wyskakuję na zewnętrzną…i po prostu biegnę. Sprintem. Nie słyszę stadionu, nie liczy się nic. Tylko meta. Wpadam na nią, przeskakując matę pomiaru czasu ( tak, zastanawiałam się nad szczupakiem). Wyłączam zegarek…

Jest. Mam to! Złamałam 4 h. Zginam się w pół. Przez chwilę nic nie czuję. Nic nie słyszę. Jakiś człowiek łapie mnie w pasie, prostuje, pyta czy dobrze się czuję. Patrzę na niego i mówię mu tylko. ,,Złamałam cztery godziny”, ,,Złamałam cztery godziny”…i w końcu dociera do mnie, że mówię to do gościa w stroju do futbolu amerykańskiego. Łapali biegaczy na mecie. Jakie to było super…I dotarło do mnie. Dotarło do mnie, że to zrobiłam. Dostaję smsa od PKO Silesia Marathon : ,, Twój czas netto 03:59:54, 52 miejsce Open K, 31 miejsce K30, gratulujemy”. A więc oficjalnie i już zawsze, jestem maratończykiem z trójką z przodu. ,,Mariola !”, rozglądam się – to Benek z trybun krzyczy, ,,Stawaj do zdjęcia”. A ja mu – ,,Benek! Złamałam! Złamałam czwórkę!”…W tym miejscu, chcę po raz kolejny, przeogromnie podziękować Benkowi…bo to dzięki niemu. Dzięki niemu ten wynik. To on zamienił truchtacza 6.0 i Janusza triatlonu we mnie ,,teraz”. Nie miałabym z czego zwalczyć tego mega kryzysu, ani odbudować się po za mocnym początku, gdyby nie plan treningowy, gdyby nie strategia, gdybym nie była gotowa.

I właśnie…to jest ta nutka goryczy, która mimo życiówki poprawionej o 12 minut, złamanej w końcu czwórki, towarzyszy mi od wczoraj. Stać mnie na więcej. I chcę więcej. I trener zadał mi przed chwilą ,,maraton do poprawki” ;-)…

Przeogromnie dziękuję wszystkim, którzy mi kibicowali, trzymali kciuki. Dziękuje za te wszystkie gratulacje…to ogromnie dużo dla mnie znaczy. Cały maratoński weekend to było dla mnie jedno wielkie biegowe święto. A kawa i bezalkoholowe piwo pite na słońcu, na trawie pod Stadionem z grupą wspaniałych ludzi z Night Runners Śląsk…smakowały lepiej niż …niż cokolwiek innego. Nie mogę się jeszcze otrząsnąć z tych emocji…i tak naprawdę wcale nie chcę…

Ach, moja ukochana Silesio. Pogromczyni maratończyków, Gwiazdo Śmierci… to był bój na śmierć i życie. To była piękna walka. Zwyciężyłam, ale po cholernie ciężkiej bitwie. Ale czy rzeczy, które przychodzą łatwo cieszyłyby tak bardzo?

6 sekund…tak mało …tak wiele

 

Mariola Powroźna

Życiówka w maratonie 3.59.54

 

TYDZIEŃ CZAROWANIA

Dziś chciałabym napisać o wyjątkowym dla biegaczy czasie – tygodniu przedmaratońskim.

Mam wśród moich znajomych naprawdę bardzo wielu zapaleńców, którzy biegają maratony praktycznie co tydzień. Moje starty maratońskie ograniczają się zwykle do dwóch maratonów – wiosennego i jesiennego. Przygotowania, które trwają zwykle kilkanaście tygodni, to osobny temat. Najciekawszy i dający najwięcej emocji, jest moim zdaniem ,,tydzień przed”.

Dlaczego ? To składowa paru elementów.

Po pierwsze jest STRACH. Nieważne, że byłeś sumiennym biegaczem, odrabiającym prace domowe ( czytaj plan treningowy), czy też biegałeś tak sobie – zawsze jest strach, albo przynajmniej lekki stresik. Termin biegu , na który się zapisałeś na jesieni, albo wczesną wiosną, wydający się abstrakcyjnie odległą datą – nagle staje się namacalny! To już !!! Już za chwilę! Zaczyna się rachunek sumienia – a to kilometraż nie taki jak powinien, a to dwa kg więcej niż powinno… Trzeba niestety przełknąć te wszystkie gorzkie pigułki.

Po drugie – zaczynają się PRZEDMARATOŃSKIE BOLEŚCI. To bardzo interesujące zjawisko. Mnie również dotyka w mniejszym lub większym stopniu. Tydzień poprzedzający maraton łączy się ze spadkiem przebieganych kilometrów. Nagle człowiek ma więcej czasu. Czasu, z którym nie bardzo wie co zrobić, gdzie się podziać. Sprzyja to wsłuchaniu się w swój organizm, nie potrafię tego inaczej nazwać. To straszne, kiedy okazuje się, że kolano boli, boli kostka, boli w krzyżu…ZAWSZE coś boli. FB rozgrzewa się od rozgoryczonych lub/i rozpaczliwych postów o kontuzjach, które nagle dopadły. Najciekawsze jest to, że one prawie nigdy nie wykluczają biegacza ze startu… odnoszę wrażenie, że to czasem taki podświadomy chwyt – ,,jak mi nie pójdzie to znaczy, że byłem ranny”. Oczywiście zdarza się, że naprawdę coś dopada. Jaka to tragedia dla biegacza, który dozna kontuzji lub zachoruje tuż przed startem, do którego przygotowywał się miesiącami, wie tylko ten, kto jej doświadczył.

Po trzecie – zmienia się dieta. Pal licho te dodatkowe dwa kg! Tydzień ,,przed” makaron rządzi kuchnią i umysłem biegacza. Jeśli jest się szczęśliwym i dumnym rodzicem dziecka, które też uwielbia makaron w każdej możliwej postaci, to kłopot z głowy. Jeśli jednak reszta rodziny nie przepada za włoskimi akcentami, to nadszedł straszny tydzień żywienia się w samotności spaghetti, lazanią – ogólnie mówiąc makaronem z czymś o konsystencji sosu. Po czym rozpoznać, że biegacz będzie biegł maraton? Wystarczy, że otworzymy mu lodówkę. W środku będzie woda, banany, jakiś sos albo dżem, nagotowany makaron ( gotuje się zwykle więcej, bo nie wolno się przed maratonem przemęczać) i banany. Nie, nie będzie piwa ( żeby nie kusiło).

Po czwarte – biegacz przed maratonem staje się ekspertem od pogody. Pilnie obserwuje ( tak naprawdę zaczął już trzy tygodnie wcześniej) prognozy tej że. Ba, staje się samozwańczym meteorologiem, śledzącym przebieg niżów, rozwijające się wyże. Co bardziej zdesperowani tworzą modele dynamiki atmosfery, by jak najlepiej wiedzieć…czy będzie za gorąco czy też nie…Oczywiście o wszystkich swoich spostrzeżeniach informuje całe otoczenie.

Po ostatnie – oto nadszedł tydzień , w którym można stracić połowę znajomych ( drugą połowę traci się po maratonie, zamęczając wszystkich opowieściami z biegu). Człowiek jest trudny do wytrzymania – marudzi, że nie czuje się przygotowany ( patrz pierwsze), marudzi, że boli go kolano ( patrz drugie), nie chce spożywać piwa i pizzy, bo musi teraz ,,ładować węgle”( patrz trzecie), rozpacza, że będzie pogoda zwariowała i będzie za gorąco/za zimno ( patrz czwarte), nie chce nigdzie wychodzić, bo ,,oszczędza nogi”…

Mimo tych wszystkich ,,przeciw” uwielbiam tydzień przed maratonem. Lubię dreszcz strachu, gorączkowe sprawdzanie prognozy pogody ( radość, gdy ma padać, załamanie psychiczne przy bezchmurnych dwudziestu stopniach w górę. Lubię trochę się nad sobą poużalać ….bo tak naprawdę tydzień przed, to CZAS NAGRODY. Tak, tak. Bieg w maratonie – to jest tak naprawdę finisz wielu miesięcy przygotowań. Odbiór pakietu, to jak odbiór prezentu gwiazdkowego ( jak jeszcze koszulka ładna, to w ogóle jest radość podwójna). Sam start to tak naprawdę ,,spijanie śmietanki”

Wydaje mi się, że te wszystkie straszne rzeczy których my biegacze ( i rodziny/ znajomi biegaczy) doświadczamy, są trochę jak starosłowiańskie zaklinanie, żeby jakoś ,,poszło”.

Warto choć raz przeżyć i w pełni doświadczyć tego ,,tygodnia przedmaratońskiego ‘’, bo to bardzo ciekawe życiowe doświadczenie. Życzę wszystkim, żeby strach był jak najmniejszy, pogoda dobra, kolana nie bolały za bardzo, rodzina lubiła makaron a znajomi byli wyrozumiali 😉

Mariola Powroźna

ZAPISZ SIĘ JUŻ DZIŚ NA PARKOWY MARATON

Park Śląski znów przygotuje bieg na królewskim dystansie. Po sukcesie ubiegłorocznego Maratonu Wolności szykuje się kolejne ogromne przedsięwzięcie biegowe. 7 czerwca o godzinie 9 ruszy Park Śląski Maraton, który – mamy taką nadzieję – będzie jedną z najważniejszych imprez sportowych w 2015 roku na terenie naszego województwa. Właśnie ruszyły zapisy na to wydarzenie.

Bieg na dystansie 42 kilometrów 195 metrów będzie ważnym elementem obchodów 65-lecia Parku Śląskiego. Trasa będzie się składała z jednej pętli. Na razie dopracowywane są jej szczegóły. Wiadomo, że pierwsze i ostatnie kilometry zawodnicy pokonają na parkowych alejach, ale większość biegu zostanie poprowadzana ulicami śląskich miast.

– Trasę staraliśmy się dobrać w taki sposób, aby zahaczała o bardzo ciekawe miejsca. Postaramy się nawiązać w jakiś sposób do historii parku– tłumaczy Filip Żok, organizator maratonu.

MEDAL MARATHON

źródło zdjęcia

Dystans maratoński nie jest skierowany do każdego. Udział w tym biegu wezmą osoby bardzo dobrze przygotowane. Dla reszty organizator postara się przygotować krótszą 10-kilometrową trasę. – Nasz maraton będzie jednym z tych, które otwierają sezon. Większość tych biegów odbywa się jesienią – zaznacza Żok.

szczegóły i zapisy na stronie MARATON WOLNOŚCI

tak było rok temu

FUNDACJA ISKIERKA – PRZEPĘDZAMY RAKA

„Przepędź raka za piątaka”
Fundacja ISKIERKA startuje z nową kampanią charytatywną

grafika

We wtorek, 21 października, rodzice i przyjaciele podopiecznych Fundacji ISKIERKA oraz kandydaci na prezydentów Zabrza, Chorzowa i Katowic przebiegli blisko 30 kilometrów, pokazując, jak można wspierać innych w wyścigu z chorobą nowotworową, pokonując kolejne odległości. Fundacja ISKIERKA zainaugurowała w ten sposób kampanię pod hasłem „Przepędź raka za piątaka”.

Celem kampanii „Przepędź raka za piątaka” jest zachęcenie śląskich miłośników biegania do udziału w DOZ Maraton Łódź 2015. Każdy, kto zgłosi chęć uczestnictwa w kwietniowym łódzkim biegu, może przekazać darowiznę na rzecz jednego z czterech podmiotów partnerskich, w tym Fundacji ISKIERKA. Wpłata ma charakter dobrowolny – jej minimalna wysokość wynosi 5 złotych (plus opłata startowa). Każda przelana złotówka zostanie podwojona przez Fundację Dbam o Zdrowie. Pieniądze zebrane podczas wydarzenia przeznaczone będą na zakup sprzętu medycznego dla Fundacji ISKIERKA.

– Tę sportową kampanię kierujemy do wszystkich miłośników biegania z Górnego Śląska, dla których, podobnie jak dla nas, liczy się przede wszystkim pasja, zaangażowanie oraz chęć pomagania dzieciakom. Kampanii będzie towarzyszył cykl spotkań treningowych, w trakcie których skutecznie przygotujemy się do startu w wiosennym maratonie w Łodzi. Włączając się do akcji „Przepędź raka za piątaka” każdy ma szansę wesprzeć dzieciaki z chorobą nowotworową, przyczyniając się do zakupu nowego sprzętu medycznego – mówi Jolanta Czernicka–Siwecka, prezes Fundacji ISKIERKA – Serdecznie zapraszamy do przyłączenia się do Iskierkowej drużyny.

Projekt pod nazwą „Przepędź raka za piątaka” Fundacja ISKIERKA zainaugurowała nocną sztafetą biegową. Uczestnicy pokonali wspólnie blisko 30 kilometrów z Zabrza, przez Chorzów, aż do Katowic.

– Trasa, którą przebiegliśmy, prowadziła przez miasta, w których znajdują się oddziały onkologii dziecięcej wspierane przez Fundację ISKIERKA. W charytatywnym biegu wzięli udział rodzice i przyjaciele podopiecznych Fundacji, ale też kandydaci na prezydentów tych trzech śląskich miejscowości oraz lekarze opiekujący się małymi pacjentami – dodaje Jolanta Czernicka-Siwecka.

Uroczyste spotkanie finałowe miało miejsce przy Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym ŚUM w katowickiej Ligocie.

– Obecność i zaangażowanie kandydatów na przyszłych włodarzy Zabrza, Chorzowa i Katowic pokazały, że kiedy chodzi o pomoc potrzebującym, nie ma granic. Wierzymy, że tym przykładem zmotywują mieszkańców regionu do aktywnego uczestnictwa w naszej akcji – mówi Jolanta Czernicka-Siwecka.

Pokonując kolejne kilometry można również wziąć udział w specjalnie utworzonym na ten cel „wyzwaniu” w aplikacji Endomondo pod adresem:
https://www.endomondo.com/challenges/18605539

Więcej informacji o projekcie „Przepędź raka za piątaka” można znaleźć na fanpage’u akcji:
https://www.facebook.com/PrzepedzRaka

O akcji informować na bieżąco będzie ponadto blog Sport w Wielkim Mieście, a treningi dla mieszkańców Śląska poprowadzi co miesiąc grupa Night Runners Śląsk.

 

# # #

 

Fundacja ISKIERKA, jako Organizacja Pożytku Publicznego (KRS: 0000248546) od 2006 roku zajmuje się tworzeniem systemów wsparcia finansowego, psychologicznego i społecznego dla dzieci z chorobą nowotworową i ich rodzin. Działa z pasją, profesjonalnie i niekonwencjonalnie. Pomaga „oswoić” chorobę oraz pokazuje, jak niemożliwe staje się możliwym. W 2014 roku została uhonorowana prestiżową Nagrodą Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta w kategorii „Działalność społeczna”.

 

 

Przydatne strony:

www.fundacjaiskierka.pl

http://www.sportwwielkimmiescie.pl/

http://night-runners-pl.blogspot.com/

SILESIA MARATHON – VI EDYCJA PRZECHODZI DO HISTORII

Za nami VI edycja Silesia Marathonu. Maratonu, który przejdzie do historii jako kolejny a jednak w znacznym stopniu odmieniony. Nowi partnerzy, nowa data, nowa trasa a także miejsce startu i mety.

Uczestnicy królewskiego dystansu wyruszyli w drogę o godzinie 9:00, o 10:15 z kolei, wystartowali półmaratończycy. Łącznie ponad 2 tysiące osób. Biegaczy i biegaczek, amatorów, młodszych i tych trochę starszych.

Trasa tegorocznego Silesia Marathonu prowadziła przez trzy śląskie miasta: Siemianowice Śląskie, Mysłowice i Katowice.Poniżej kilka zdjęć z tego wydarzenia 🙂

DSCF0833
DSCF0923
DSCF0953
DSCF0977
DSCF0996
DSCF1005
DSCF1038
DSCF1227
DSCF1491
DSCF1458
DSCF1732
DSCF1114 DSCF1179 DSCF1215 DSCF1244 DSCF1539 DSCF1580 DSCF1585 DSCF1723 DSCF1728 DSCF1729 DSCF1821 DSCF1846
PEŁNA GALERIA – PONAD 700 ZDJĘĆ ——>>>> TUTAJ!

CHORZÓW WPRAWIA W KONKURS

Miasto Chorzów to jeden ze współorganizatorów MARATONU WOLNOŚCI, który odbędzie się już 1 czerwca na terenie 3 śląskich miast.

JAKICH?

jeśli znasz odpowiedź wyślij maila na adres

sportwwielkimmiescie@gmail.com

z nazwą 3 miast, przez które przebiegać będą maratończycy

NAGRODY

2 wylosowane osoby otrzymają zestawy gadżetów z logo Chorzów wprawia w ruch

4 wylosowane osoby otrzymają koszulki z logo Chorzów wprawia w ruch

ZAPRASZAM DO ZABAWY 

NA MAILE CZEKAM DO SOBOTY (19.04.2014r.) DO GODZINY 24

POWODZENIA!!

bidon 2a

koszulka czerwona

ksiazeczka

kulki

zestaw

MARATON WOLNOŚCI W PARKU ŚLĄSKIM

Trzy miasta i Park Śląski, mnóstwo atrakcji na trasie i 42 kilometry 195 metrów do pokonania – 1 czerwca ruszy Maraton Wolności, który zainauguruje miesięczny cykl interesujących wydarzeń, który zaplanowano na czerwiec. 

Park Śląski do tej pory organizował Parkowy Półmaraton oraz inne biegi. Tym razem samodzielnie przygotuje zawody na królewskim dystansie.

Trasa składa się z jednej pętli. W Parku Śląskim zawodnicy pobiegną pierwsze trzy kilometry oraz ostatnie pięć. Resztę zawodnicy pokonają w Chorzowie, Katowicach i Siemianowicach Śląskich. – Trasę staraliśmy się dobrać w taki sposób, aby zahaczała o bardzo ciekawe miejsca, związane również z wolnością i historią regionu – tłumaczy Filip Żok, organizator maratonu. – Uczestnicy pobiegną chorzowskim deptakiem przy ul. Wolności, obok szybu Prezydent, ulicą Mariacką w Katowicach, przez rondo generała Jerzego Ziętka, obok kopalni Wujek, a także przez aleje i ścieżki w samym Parku, których jeszcze w naszych biegach nie było, w śląskim zoo i w chorzowskim skansenie.

logo-park

Dystans maratoński nie jest skierowany do każdego. Udział w tym biegu wezmą osoby bardzo dobrze przygotowane. Dla reszty organizator postara się przygotować krótszą 5-kilometrową trasę. – Nasz maraton będzie jednym z tych, które otwierają sezon. Większość tych biegów odbywa się jesienią – zaznacza Żok.

trasa maraton

Organizatorzy zapewniają, że wszyscy zawodnicy będą mogli czuć się bezpieczni. Co więcej, pobiegną dla idei. – Można kolokwialnie powiedzieć, że bieganie daje wolność, choć to oczywiście sprawa indywidualna – podkreśla Żok i dodaje, że biegacze chętnie biegają dla konkretnej idei. – Biegi walentynkowe, dla Ukrainy itd. Cieszą się ogromną popularnością. Powód? Ludzie lubią biegać nie tylko dla zdrowia, ale również gdy ma to jakiś szerszy kontekst, unikalny charakter. Poza tym ilość biegów jest tak duża, że warto znaleźć coś interesującego, co przyciągnie. To dodatkowo motywuje.

Maratoooon

prezydent2

AUGUST JAKUBIK – ULTRAMARATOŃCZYK ZE ŚLĄSKA

August Jakubik to postać wybitna, której przedstawiać nie trzeba. Wszyscy, którzy interesują się bieganiem zapewne słyszeli o jego osiągnięciach.

August Jakubik ukończył 60 ultramaratonów oraz 133 maratony. W 2012 roku przebiegł 40 maratonów w 42 dni z czego ostatnie 26 maratonów codziennie, uzyskując średni czas 3h 44m 53s.

Jest organizatorem lub współorganizatorem wielu imprez biegowych takich jak: Biegowa Korona Himalajów, Biegowa Korona Ziemi, Panewnicki Dziki Bieg, biegi 24 h i 48 h.

(źródło: http://www.augustjakubik.pl)

Mieszkańcy okolic Parku Śląskiego już w marcu będą mogli poznać pana Augusta osobiście, co więcej, razem z nim będą mogli trenować bieganie. W każdy czwartek od godziny 18 do 20 odbywać się będą treningi pod jego czujnym okiem. Zbiórka pod halą Kapelusz. Treningi są bezpłatne i trwać będą aż do października.

Dodatkowo, także w marcu, rusza cykl imprez rekreacyjnych, w których do zdobycia będzie Parkowa Korona Biegów. Pierwszy wiosenny bieg zaplanowany jest na 23.03.2013r. Długość trasy 10 km. Start o godzinie 11:00

Kolejne w kalendarzu będą: Bieg Parkowa Mila i Bieg Równonocny. Koronę króla biegów zdobędzie zawodnik, który osiągnie najlepszy łączny czas we wszystkich biegach.

Wszystkie zainteresowane osoby odsyłam na stronę Parku Śląskiego, szczegółowe informacje będą także ukazywać się na naszym blogu oraz na fanpage’u.

Mam nadzieję, że te cotygodniowe spotkania będą dla was motywujące i zdecydujecie się razem z nami brać w nich udział. Razem o wiele łatwiej się zmobilizować.

 

Klaudia.