mk team

RUSZYŁ DOGTREKKING

W niedzielę, 10 stycznia odbył się pierwszy spacer w ramach DOGTREKKING z MK team czyli zbieramy kilometry przez cały rok.
Zainteresowanie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Cieszymy się, że udało się zmobilizować aż tyle osób do wspólnej aktywności ze swoimi pupilami.

10 stycznia spotkaliśmy się na Dolinie Trzech Stawów w Katowicach. Kolejny wspólny spacer planujemy w następnym miesiącu, chociaż nie ukrywamy, że chodzi nam po głowie wspólny wypad w góry, jeszcze w styczniu.
Spacerowanie i bieganie z psami to świetna motywacja do wykonywania codziennej aktywności fizycznej, a udział w różnego rodzaju wyzwaniach, nawet jeśli są one wirtualne, wprowadza nutkę rywalizacji.
Mamy nadzieję, że dzięki stworzonej przez nas rywalizacji uda się nam wprowadzić chociaż namiastkę sportowego życia, sprzed pandemii.

W dzisiejszym spacerze oprócz naszego Simby wziął udział Faftin, a także Rubens, Lena i Sali.

Podczas pierwszego wspólnego spaceru udało się pokonać ponad 7 km. Mamy nadzieję, że z miesiąca na miesiąc nasze dystanse będą się wydłużać.

 

Do zobaczenia na następnym spacerze.

Zasady rywalizacji zostały opisane TUTAJ.

Zapisz się poprze facebookowe wydarzenie TUTAJ.

DOGTREKKING Z MK TEAM CZYLI ZBIERAMY KILOMETRY W CAŁOROCZNEJ RYWALIZACJI

Masz psa i uwielbiasz z nim biegać/spacerować?

Dołącz do naszego wydarzenia, zbieraj kilometry przez cały rok (koniecznie przy użyciu aplikacji lub zegarka) i wygraj puchar i nagrody dla siebie i swojego czworonoga. Szczegóły poniżej. Zapraszamy!

Zapraszamy Was do spacerowania ze swoimi psami prze cały rok, począwszy od najbliższej niedzieli (10 stycznia 2021) aż do 10 grudnia 2021.

ZASADY RYWALIZACJI:

1. Rywalizacja rozpoczyna się 10 stycznia i kończy 10 grudnia 2021 r.
Podsumowanie i wręczenie nagród nastąpi 12 grudnia 2021 r. (na ostatnim spacerze)

2. W rywalizacji mogą brać udział tylko osoby, które spacerują/biegają z własnym psem lub z psem ze schroniska, w dowolnym miejscu w Polsce i na świecie.

3. Zadeklaruj udział w naszym wydarzeniu (link poniżej)

3. Codziennie zbieraj kilometry przy użyciu aplikacji w telefonie lub przy użyciu zegarka.
Niestety, osoby nieposiadające żadnej aplikacji do mierzenia kilometrów podczas spacerowania lub biegania, nie będą brane pod uwagę w wynikach końcowych rywalizacji.

4. Raz w miesiącu wyślij do nas maila na adres: kontakt@mkteamevents.pl o przykładowa treść maila poniżej, w dniu kiedy odbywać się będą plenerowe spacery (harmonogram dostępny w wydarzeniu).

Klaudia i Marek + Simba pokonali w terminie od 10 stycznia do 14 lutego 100 km. W załączeniu screeny ze wszystkich wspólnych spacerów oraz nasze wspólne zdjęcia z Simbą.

Jeśli deklarowana ilość kilometrów jest zgodna z nadesłanymi screenami, taka wartość zostanie uwzględniona w wynikach.
Po podliczeniu wszystkich nadesłanych wyników, opublikujemy tabelę podsumowującą dany miesiąc. Kilometry z kolejnego miesiąca będą dodawane do tych już przemierzonych. Czyli jeśli w styczniu pokonałeś 100 km, a w lutym 95 km to w wynikach końcowych masz 195 km.

5. Raz w miesiącu będziemy informować Was, gdzie wybieramy się na najbliższy spacer. Chętne osoby będą mogły dołączyć do nas ze swoim pupilem.
Udział we wspólnych spacerach nie jest obowiązkowy i nie będzie miał wpływu na wyniki końcowe.

6. Podczas ostatniego spaceru, w grudniu, nagrodzimy 3 osoby i ich psy, pucharami oraz nagrodami ufundowanymi przez MK team (no chyba że, uda nam się pozyskać sponsorów tej akcji).
Jeśli zwycięzców nie będzie z nami podczas grudniowego spaceru, puchary zostaną wysłane paczkomatem na koszt MK team (wysyłka tylko na terenie PL).

7. W rywalizacji nie będzie żadnych sędziów. Uczestnicy mogą okłamywać nas i innych biorących udział w rywalizacji, nie wiemy tylko po co ktoś miałby to robić?

8. Daty i godziny poszczególnych spacerów mogą ulec zmianie, o czym będziemy na bieżąco informować.

9. Jeśli okaże się, że jakaś ważna informacja nie została zawarta w niniejszym „regulaminie”, na bieżąco będziemy dodawać brakujące treści, o czym dodatkowo zakomunikujemy w wydarzeniu.

10. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny.

Link do wydarzenia
https://www.facebook.com/events/877432903042718

VI PARKOWE HERCKLEKOTY JUŻ 16 LUTEGO

W niedzielę, 16 lutego br., odbędzie się przyprawiająca o szybsze bicie serca walentynkowa impreza… biegowa. Od godziny 10:00 na alejkach Parku Leśnego w Katowicach, czyli w Dolinie Trzech Stawów, będzie można spotkać rozbieganych uczestników biegu VI Parkowe Hercklekoty.

W ramach biegu VI Parkowe Hercklekoty zakochani w bieganiu i Nordic Walkingu będą mieli do pokonania dwa dystanse. Do wyboru uczestników będzie trasa 5 i 10 km. Bieg poprowadzi przez urokliwe zakątki Doliny Trzech Stawów, jednego z ulubionych miejsc aktywnych mieszkańców Katowic i nie tylko.
Dzień wcześniej, 15 lutego, parkowe alejki opanują najmłodsi, którzy pobiegną na dystansach od 50 do 800 metrów.

Organizatorzy przewidują, że na starcie ustawi się ponad 1000 biegaczy, około 300 dzieci i 200 „chodziarzy”, czyli miłośników Nordic Walking. Na podium stanie trzech najszybszych biegaczy i biegaczek w biegu na 5 i 10 km, a także zwycięzcy w kategorii NW z podziałem na kobiety i mężczyzn.
Dodatkowo, współorganizator wydarzenia, Miasto Katowice, wyróżni najszybszych mieszkańców Katowic w kategorii bieg (5 i 10 km) oraz w kategorii Nordic Walking.

Cieszymy się, że aż tyle osób zdecydowało się spędzić z nami kolejne, szóste już walentynki. Na listach startowych, pojawiło się wiele nazwisk, które kojarzymy z zeszłego roku. Wielu uczestników zapowiada udział w całym cyklu Grand Prix – cieszą się organizatorzy i dodają – Na mecie, na każdego zawodnika będzie czekała ciepła herbata i pyszna zupa, co powinno uspokoić hercklekoty, których uczestnicy nabawią się podczas biegu, a oprócz tego, jak zawsze, specjalnie na tę okazję zaprojektowany medal.

Zapisy na bieg trwają do 7 lutego i odbywają się tylko przez internet. Szczegóły na stronie organizatora – www.mkteamevents.pl

Impreza Parkowe Hercklekoty organizowana przez MK team odbędzie się już po raz szósty. Partnerem wydarzenia jest Miasto Katowice oraz Zakład Zieleni Miejskiej w Katowicach. Patronem honorowym biegu jest Prezydent Miasta Katowice, Marcin Krupa.

W skład cyklu GRAND PRIX MK TEAM 2020 wchodzą następujące zawody:

– VI Parkowe Hercklekoty 16.02.2020 r., Katowice

– V Siemianowicki Bieg Świetlików 20.06.2020 r., Siemianowice Śląskie

– VI Siemianowickie Nocne Marki 31.10.2020 r., Siemianowice Śląskie

– VII Bieg Mikołajkowy 06.12.2020 r., Katowice

Podsumowanie cyklu odbędzie się podczas uroczystej gali w styczniu 2021 r.


Więcej informacji dot. biegu VI Parkowe Hercklekoty znajduje się pod adresem:

strona organizatora: www.mkteamevents.pl/hercklekoty

fan page organizatora:  www.facebook.com/mkteamevents

wydarzenie na facebooku (bieg i NW): www.facebook.com/events/505170736774733/

wydarzenie na facebooku (biegi dla dzieci): www.facebook.com/events/1210914139299098/


Dodatkowych informacji dla prasy udzieli:

Klaudia Witor

klaudia.witor@mkteamevents.pl

media@mkteamevents.pl

+ 48 695 196 497

ZACZAROWANA

Weekend w Malborku i mój start w Castle Malbork Triathlon to była jedna wielka, przepiękna przygoda. Trochę jak ze starodawnej baśni. Fizycznie i psychicznie byłam świetnie przygotowana do tych zawodów. Praktycznie każda rzecz, którą trenowałam i której próbowałam podczas przygotowań do Diablak Beskid Extremme Triathlon, a potem do Malborka zaprocentowały. Wykorzystałam wszystko czego się nauczyłam, co podpatrzyłam u innych, byłam spokojna i bawiłam się wyśmienicie. Nie będzie to jednak nudna lukrowana relacja, bo na pełnym dystansie Ironmana zawsze coś ciekawego może się wydarzyć i trochę się działo. Zaczynamy!

Do Malborka w składzie, Milenka, Pantera i ja, wyjechałyśmy wcześnie rano w sobotę, bezpośrednim pociągiem. Wsamo południe byłyśmy na miejscu. Z dworca na zamek jest rzut beretem. Przespacerowałyśmy się tam i od razu miałyśmy możliwość obserwacji triathlonistów na trasie krótszych dystansów rozgrywanych w sobotę. Trasa biegu przebiegająca po fosie i samym Zamku Krzyżackim, wyglądała spektakularnie. ,,Ciekawe jak się biega po tej kostce i kamieniach” zastanawiałam się, oklaskując zawodników. Dotarłyśmy na strefę Expo i metę. Milenka wyczaiła namiot dla dzieciaków i wciągnęło ją tam jak w czarną dziurę, ja z kolei, zagadałam do Macieja Dowbora, który czekał na dekorację. Strasznie sympatyczny z niego człowiek, szczerze pożałował mnie z okazji walki na długim dystansie, udzielił paru wskazówek i życzył powodzenia. Potem poznałam całą grupę sędziów z PZTri. Rozmawialiśmy z godzinę. Opowiadali śmieszne/straszne historie z zawodów, ostrzegali, że ,,jutro nie będzie żadnej litości, bo to Mistrzostwa Polski”, przypilnowali mi nawet roweru. Zgodnie stwierdzili, że dla nich pełen dystans jest najfajniejszy do sędziowania, bo zawodnicy tam startujący najbardziej szanują siebie nawzajem i ich, jako sędziów, jest zupełnie inna ,,kultura sportu i współzawodnictwa” niż na wszystkich pozostałych dystansach Tri. Ostatecznie życzyli mi powodzenia i śmiali się, że już oni sobie zapamiętają numer 116.

 Read more

RUSZAJĄ ZAPISY NA V SIEMIANOWICKIE NOCNE MARKI

Jest nam niezmiernie miło ogłosić, że ruszają zapisy na V SIEMIANOWICKIE NOCNE MARKI, które odbędą się 26 października.

ZAPISY NA 5 i 10 km oraz Nordic Walking – klik klik

ZAPISY na biegi dla dzieci – klik klik

LEKTURA OBOWIĄZKOWA 🙂

podstawowe informacje na temat zawodów na 5 i 10 km – klik klik
podstawowe informacje na temat zawodów dla dzieci – klik klik

 Read more

RECENZJA GRY INTEGRACYJNEJ „WIEŻA”

Gra integracyjna Wieża polega na budowaniu wież z drewnianych klocków. Zadanie nie jest jednak proste, liczy się tutaj przede wszystkim doskonała współpraca zawodników. Zawodników dzieli się  na dwie drużyny, każdej wręczamy 1 dźwig i 5 klocków.
Klocki rozkładamy losowo na podłodze. Każdy z zawodników trzyma w ręce sznurek, na jego końcu znajduje się dźwig, którym należy wspólnie unieść klocki tak, by powstała z nich wieża. Ręce muszą dotykać tylko sznurka, nie można pomagać sobie w inny sposób! Wygrywa drużyna która wcześniej postawi swoją wieżę. Gra przeznaczona dla osób dorosłych lub dzieci pod nadzorem osób dorosłych.

Postanowiliśmy sprawdzić grę, która dostępna jest na stronie www.sklepanimatora.pl i razem z Marcinem Maszką z MINISTERSTWA ROZRYWKI napisać poniższą opinię.

Gra składa się z podnośnika, do którego przyczepione są żółte i niebieskie sznurki oraz ze specjalnie przygotowanych drewnianych klocków. Zadaniem uczestników jest sterowanie podnośnikiem poprzez równomierne pociąganie sznurków tak, aby z drewnianych klocków stworzyć ustaloną konstrukcję lub przenieść klocki do wyznaczonego pojemnika. Ważne, aby klocki stały na stabilnym gruncie (asfalt, parkiet, równa podłoga).

fot. Ministerstwo-Rozrywki.pl

Przed przystąpieniem do zabawy warto przeprowadzić rozgrzewkę dla uczestników tzn. wykonać kilka manewrów platformą bez podnoszenia klocków, aby nauczyli się poruszać w obszarze gry jako zespól.  Gra znakomicie sprawdza się podczas imprez firmowych. Stanowi ona nieodłączny element gier i zabaw o charakterze team-buldingowym. Podczas gry wyłania się lider, który kieruje pracą całego zespołu oraz osoby odpowiedzialne za każdy element pracy.

Gra „Wieża” stanowi ciekawe uzupełnienie animacji weselnych. W przypadku posiadania dwóch zestawów, bardzo dobrze sprawdzają się zawody „kobiety kontra mężczyźni” polegające na jak najszybszym ułożeniu wieży.

Naszym zdaniem, Wieża przeznaczona jest dla zdecydowanie starszych odbiorców. Jeżeli zaś planujecie wykorzystać ją na animacjach dla dzieci, to obowiązkowo do zabawy zaproście wszystkich obecnych dorosłych, to oni powinni pociągać za sznurki. Każde niekontrolowane szarpnięcie sznurkiem niweczy pracę całego zespołu, a przy trzecim niepowodzeniu zawodnicy zaczynają się nudzić.

Ważne, aby przed przystąpieniem do gry oszacować czy uczestnicy dadzą radę stworzyć wieżę, czy lepiej zastosować zasadę przenoszenia klocków do pojemnika.

fot. Ministerstwo-Rozrywki.pl

Jak pomagać? – kiedy zespół z jakiegoś powodu nie potrafi podnieść drewnianego klocka do góry, wtedy podtrzymujemy klocek ręką, aby się nie przewracał w momencie próby podebrania go do góry.

Zalety gry:
– wspomaganie działań team-buldingowych w organizacjach
– w grze może brać udział duża grupa uczestników
– w grze można zlecić dwa zadania. Budowanie, albo przenoszenie klocków
– gra znakomicie sprawdzi się na imprezach integracyjnych

Wady:
– gra wymaga równego i stabilnego podłoża lub zapewnienia dodatkowej płyty na ustawianie kloców
– gra nie jest przeznaczona dla wszystkich grup wiekowych
– wysoka cena

ŚWIETLIKOWY MEDAL

Drodzy biegacze i walkerzy, mali i więksi, starsi i młodsi.  Już 23 czerwca takie oto modele dołączą do Waszej kolekcji, a może ktoś wybiega sobie swój pierwszy?
Dajcie znać jak Wam się podoba i kto biegnie razem z nami?
Prosimy o udostępnienie. 
➡️Zapisy i szczegóły na stronie: http://www.mkteamevents.pl/swietliki/

FERIE ZIMOWE W ANDALO

Paganella Ski czyli ferie zimowe we włoskim Andalo 🙂

Zapraszam do małej galerii 🙂
 Read more

IV PARKOWE HERCKLEKOTY

Drodzy biegacze i walkerzy, z dniem 10 stycznia ruszają zapisy na IV Parkowe Hercklekoty.

Czwarta edycja biegu Parkowe Hercklekoty po raz pierwszy odbędzie się w Katowicach. Tym razem, będziecie mogli wystartować na dwóch dystansach. Do wyboru trasa na dystansie około 7 km oraz około 12 km. Nordic Walkerzy mogą wystartować na dystansie około 7 km. Postaramy się by mimo zmiany miejsca biegu, każdy mógł poczuć czym są hercklekoty 🙂

Zapoznajcie się proszę z regulaminem, który dostępny jest  T U T A J.

Zgłoszenia na bieg przyjmowane są  T U T A J.

Zapisy na biegi dla dzieci ruszą wkrótce, prosimy o cierpliwość.

Jeśli zastanawiacie się jaki wybrać dystans i uzależniacie to od godziny startu waszych pociech, informujemy, że starty odbywać się o następujących porach:

10:00 – start biegu na ok. 7 km

10:05 – start nordic walking

12:00 – start biegów dla dzieci

13:30 – start biegu na ok. 12 km

UWAGA!!!

Zniżka 10 zł przysługuje osobom, które wystartowały i ukończyły WSZYSTKIE biegi wchodzące w skład Grand Prix MK team 2017.

JAK PRZEBIEC PÓŁMARATON NA WARZYWACH?

Mniej więcej pod koniec maja, zdecydowałam, że w tym roku przebiegnę PKO SILESIA MARATHON na dystansie półmaratonu. Postanowiłam, że nie będzie to taki sobie spontaniczny start, ale rzetelne treningi, dzięki którym osiągnę swój zamierzony cel, czyli „złamię” 2 godziny. Na swoją trenerkę wybrałam olimpijkę i mistrzynię Polski w chodzie sportowym – Agnieszkę Dygacz. 
Agnieszka bardzo profesjonalnie podeszła do tematu. Po szeregu pytań, na które musiałam odpowiedzieć, na moją skrzynkę mailową przyszła wiadomość – dzienniczek treningowy, z rozpisanym planem na pierwszy tydzień. Od tego wszystko się zaczęło….

Wg planu treningowego, na początku biegałam 3 x w tygodniu. Oprócz tego ćwiczenia stabilizacyjne, rozciąganie, rytmy i wiele innych ćwiczeń, dzięki którym miała się poprawić moja gibkość, zwinność i szybkość. Wszystko szło pięknie do czasu kiedy truchtałam. Kiedy plan zakładał bieg ciągły zaczynały się schody. Zbyt wysokie tętno, zmęczenie, zadyszka.
– To nic! – tłumaczyłam sobie – Przecież dopiero od niedawna trenuję, nie zrobię formy w dwa tygodnie – usprawiedliwiałam swój brak efektów.
Mijały tygodnie, a ja sportowo stałam w miejscu. Oprócz mojej rosnącej frustracji, rosła także waga i pogłębiało się moje niezadowolenie z samej siebie. Włączył się tak zwany dołek i bieganie, które miało wywoływać u mnie produkcje hormonu szczęścia, fundowało mi stany depresyjne.

Z okazji długiego, sierpniowego weekendu, wraz z grupą przyjaciół wyjechaliśmy na długi weekend do Poraja. Wyjazd ten nazwaliśmy roboczo mini obozem sportowym. Postanowiliśmy bowiem, że każdy dzień wypełnimy aktywnością: bieganie, rower rolki.
Pomimo, iż kocham rower i zawsze będzie on u mnie na pierwszym miejscu, Jura Krakowsko – Częstochowska dała mi mocno w kość. Czułam się z tym nieswojo. Nawet kiedy miewałam spadek formy, rower nigdy nie stanowił dla mnie problemu. Na wypady rowerowe czy rajdy, gdzie do pokonania było 100 km, zgłaszałam się chętnie. W Poraju po pokonaniu 25 km miałam wrażenie jakbym przejechała ich 250 i z chęcią kolejne dni spędziłabym w łóżku na regeneracji.

Zmęczenie, trudności z ruszeniem się z łóżka rano, ciągłe uczucie senności i towarzyszące temu „niechcemisię”, to tylko niektóre objawy, które utrudniały mi życie. Czułam, że coś jest nie tak i pomimo, że walczyłam z dolegliwościami własnymi sposobami, miałam wrażenie, że zamiast lepiej jest gorzej.  Moje ciśnienie uparcie wskazywało 80:50. Nic tylko leżeć i płakać.
Postanowiłam pójść do lekarza – nie jednego. Na tapetę poszło kilku, oczywiście wszystkie wizyty umawiałam prywatnie, ze względu na czas oczekiwania do specjalisty, który przyjmuję w ramach NFZ. Tym sposobem wydałam około 1500 zł w 2 tygodnie. Uważam jednak, że było warto, między innymi dlatego, że do endokrynologa od momentu wykonania telefonu do wizyty mięło 10 godzin. Z NFZ wizyta miała odbyć się w 2019 roku (!!!) do tego czasu w najlepszym wypadku mogłabym ważyć 100 kg, w najgorszym….wolę nie gdybać.

Całkiem sympatyczna pani endokrynolog, wysłuchała mojej historii. Najbardziej zaciekawił ją fakt, że dokucza mi problem obrzęku na nogach (ciągle czułam jakbym miała dwie kłody ważące tonę zamiast nóg). Po wywiadzie przyszła pora na USG.
Na początku mina pani doktor niczego nie zdradzała, ale gdy padło pytanie – Czy w pani rodzinie ktoś chorował na tarczycę? wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Otóż nie wiem czy ktoś chorował. Może chorował ale o tym nie wiem, a może ten ktoś sam o tym nie wie?

Okazało się, że jak na mój młody wiek (mam 34 lata) wyhodowałam sobie całkiem sporo, całkiem sporych guzów. Nie lubię słowa guz i nawet zapewnienia pani doktor, że w 95% przypadków, takie guzy są łagodne i oprócz tego, że są, nic więcej się nie dzieje, wystarczy obserwować. Mimo wszystko pozostało 5%.
Po dłuższej rozmowie z endokrynologiem uzyskałam wiele odpowiedzi na moje pytanie, które od dawna pojawiały się w głowie, ale nigdy nie sądziłam, że odpowiada za nie tarczyca – problem z połykaniem śliny, ucisk a nawet problem z szybkim bieganiem – winę za to ponosiły moje ponad 2 centymetrowe guzki.
Dostałam skierowanie na biopsję i listę badań do zrobienia. Zaczęło się…

Mój próg bólu jest bardzo wysoki, więc nie bałam się wbijania igły, zwłaszcza, że biopsja miała być wykonana cieńszą igłą niż np. pobranie krwi, jednak sam fakt, że ktoś mi będzie wbijać igłę w szyję trochę mnie martwił.
Na skierowaniu endokrynolog zaleciła biopsję dwóch płatów tarczycy, spodziewałam się więc dwóch nakłuć. Niestety, pomyliłam się. Lekarz aż cztery razy wbijał mi igłę w szyję i pobierał materiał do badania. Samo wbicie igły nie było straszne i nic nie bolało, jednak pobieranie materiału do badania było dość nieprzyjemnym uczuciem. Na szczęście badanie odbywało się inaczej niż się spodziewałam: trzeba położyć się na kozetce i odchylić głowę do tyłu, tak by lekarz miał naszą szyję na pierwszym planie. Dzięki temu nie widzimy kiedy lekarz ma zamiar przystąpić do zabiegu i nie musimy obawiać się nagłego ataku paniki 😉
Badanie trwało około 10 min, na wyniki czekałam 3 dni i mimo, iż byłam dobrej myśli, były to najdłuższe 3 dni od czasów operacji mojego Taty.
Po otrzymaniu wyników na maila, na kolejną wizytę u endokrynologa czekałam jeden dzień. Najważniejsze usłyszane wtedy zdanie brzmiało: guzy nie są złośliwe ale musimy się im bacznie przyglądać.

Nie będę się wdawać w szczegóły, ale oprócz wizyty u endokrynologa, zaliczyłam też wizytę u dietetyka (choroby tarczycy to często nietolerancje pokarmowe) i postanowiłam, że zafunduję mojemu organizmowi oczyszczanie w postaci postu leczniczego dr Ewy Dąbrowskiej. Jedyne co mnie przed nim blokowało to półmaraton Silesia.

Długo się nad tym wszystkim zastanawiałam i postanowiłam, że zrobię i post i wystartuję w półmaratonie. Mój kompromis polegał na tym, że przestałam martwić się o czas na mecie. Najważniejsze było dla mnie ukończyć bieg w limicie.

W innym wpisie opiszę Wam na czym polega post (dzisiaj jest mój 25 dzień z 42 dni postu, potem czeka mnie jeszcze 42 dni wychodzenia z postu) teraz wkleję Wam jedynie tabelkę co jem, a czego nie mogę jeść, więc pewnie sami zrozumiecie skąd moje obawy przed startem w zawodach. Dodam, że liczba kalorii na dobę nie powinna przekraczać 800 kalorii.

Tydzień przed półmaratonem, razem z Mamą wystartowałyśmy w Biskupicach na dystansie 6 km. Biegło mi się fantastycznie, świetna pogoda i doping, uśmiech nie schodził mi z buzi. To mnie wyluzowało przed startem.

Przed PKO Silesia Marathon wystartował jeszcze Mini Silesia Marathon, na który też zdecydowałam się iść w towarzystwie Mamy i przyjaciół z naszego teamu. Nie wiem czy podjęłam słuszną decyzję, że przed półmaratonem zafundowałam sobie prawie 5cio km rozgrzewkę. Na pewno dobrze się bawiłam i po biegu zaobserwowałam ważne dla mnie reakcje organizmu na aktywność fizyczną podczas postu.

W sobotę położyłam się spać o 1:25 (byliśmy jeszcze na weselu) a w niedzielę obudziłam się o 6:30. O godzinie 7:00 zjadłam cztery pieczone jabłka z cynamonem, a do pudełka wzięłam pieczone frytki z dyni piżmowej, które zjadłam około 8:30. W butelce miałam swoją wodę z cytryną.

Bardzo się stresowałam, ciągle chciało mi się siku i byłam chyba marudna, takie przynajmniej odniosłam wrażenie, obserwując moją towarzyszkę Beti 😉 Pozdro Beti 🙂

Kilka minut przed godziną zero, nasza ekipa pod czujnym okiem Ani ze Studia Masażu Balans rozgrzała swoje ciała, a potem wszyscy usłyszeli AC/DC z głośników i było jasne, że czas się ruszyć. Miejmy to z głowy – pomyślałam 🙂

Pierwsze 5 km biegło mi się super. Nie wiem kiedy te kilometry przeleciały. Nagle przede mną pojawił się punkt z wodą, znaleźliśmy się na Dolinie Trzech Stawów, byłam z siebie zadowolona i szczęśliwa. Biegłam dalej, pełna nadziei i optymizmu.

Kolejne kilometry mijały, a ja wciąż miałam siłę i energię. W słuchawkach leciał audiobook ale kibice tak pięknie i głośno kibicowali, że szkoda było ich nie słyszeć. Biegłam sama, swoim tempem, nikt mnie nie poganiał i niczego nie narzucał, biegłam tak jak lubię najbardziej. Dla siebie. Ta myśl krążyła mi w głowie.

Mniej więcej na 12 km zaczęłam odczuwać zmęczenie. Zwolniłam, próbowałam nawet przejść do marszu by trochę odpocząć ale ten pomysł nie był dobry. Musiałam biec. Wolno ale biec. Około 12:00 zadzwoniłam do rodziców i dałam im znać, że wbiegłam do Siemianowic, poprosiłam o wodę z cytryną i cisnęłam do nich ile sił w nogach. I głowie. W centrum miasta nabrałam wiatru w żagle. Mnóstwo kibiców i znajomych, którzy dali dużego kopa. To było niesamowite i na samą myśl o tym, znowu łzy napływają mi do oczu. Kiedy znalazłam się przy rondzie z kulami wiedziałam, że najgorsze przede mną. 2 km podbiegu ze słońcem świecącym w twarz. Pocieszałam się, że zaraz spotkam rodziców. Była to ostatnia górka, do mety zostanie już tak niewiele. Uda mi się!

Tyle razy tam biegałam, chodziłam. Znam ten podbieg od 34 lat….i nienawidzę go. Miałam dość. Ja i wszyscy wokoło mnie, mało kto miał siłę by wbiegać pod tę ciągnącą się w nieskończoność górę, gdybym nie wiedziała, że zaraz ujrzę rodziców, z pewnością całą trasę pokonałabym marszem. Zdecydowałam się jednak na bieg, chciałam pokazać rodzicom, że jeszcze nie umieram i wbiegam żwawo pod taką górę 🙂

Świetnie było spotkać rodziców. Byli przejęci. Przygotowali mi wodę i jabłka 🙂 wiedzieli, że na punktach odżywczych, ze względu na post nie tknę się nawet banana. Zdecydowałam się jednak tylko na wodę. Na pożegnanie od mamy usłyszałam, że nie wyglądam na zmęczoną i na kogoś kto już ma 16 km w nogach. Cóż 🙂 może jednak mogłam biec szybciej?

Kiedy wbiegłam do Parku byłam najszczęśliwsza na świecie. Meta była tak blisko. Już nic nie mogło się stać. Biegłam z górki ile sił w nogach. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Stadionie Śląski nadchodzę.
Ostatni podbieg pod stadion już nawet tak nie bolał. Fakt, że widzę kopułę stadionu dodawał mi sił. Kiedy znalazłam się przed bramą szczęka mi opadła, a łzy napłynęły mi do oczu. Bieg po murawie był najbardziej wzruszającym uczuciem jaki mi ostatnio towarzyszyło. Miałam wrażenie, że Ci wszyscy kibice na trybunach patrzą na mnie. Nie wiedziałam czy biec, czy zatrzymać się i podziwiać widok czy włączyć telefon i nagrać to wszystko.
META!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Boże! Udało mi się. Pomimo, że miałam obawy i przygody po drodze, nie poddałam się. Osiągnęłam swój cel, chociaż nie pobiegłam w zakładanym przez siebie i Agnieszkę czasie. Nieważne. Świat się z tego powodu nie skończył. Przede mną jeszcze mnóstwo biegów. Nowe cele do zrealizowania. Najważniejsza dla mnie lekcja jaką wyciągnęłam po tym biegu jest taka, że nie należy się poddawać, załamywać i odkładać marzeń. Dopóki mam zdrowe nogi będę szła przed siebie. W jakim czasie? Nieważne. On i tak upłynie.
Przekonałam się też, że dieta wegańska nie pozbawia organizmu energii i kiedy tylko zakończę post, na pewno będę ją kontynuować, ale o tym w kolejnym wpisie.