sport

MARATOŃSKI/BIEGOWY SLANG

„W tym roku to już nie poszaleję, ale przyszły sezon będzie mój. Całą zimę polecę Skarżyńskim”. Ten tekst mojego biegowego kolegi zainspirował mnie do dzisiejszego tekstu. Bo kto jak nie maratończyk zrozumie o co chodzi?
Chodzi oczywiście o tzw. ,,Metodę Skarżyńskiego”- plany treningowe na maraton, na różne czasy, zawarte w książce ,,Maraton” (bardzo gorąco polecam i uważam, że każdy maratończyk przeczytać powinien). Autorem jest Jerzy Skarżyński – legenda biegów maratońskich, do tej pory czynnie biorący udział w biegach na różnych dystansach. Olbrzymi propagator tej formy ruchu. Wychwala, nie bez powodu, tzw. Zimową orkę, trening wytrzymałościowy w jesienno-zimowym okresie, wspaniale procentujący na cały następny sezon startowy.

Obracając się w biegowym światku, czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że mówimy ,,biegowym” językiem…który postronnego, nie biegającego słuchacza może wprawić w osłupienie. Poniżej przedstawię parę określeń…z pewnością, to nie wszystko. Zachęcam do podzielenia się swoimi zwrotami w komentarzach. Może kiedyś wspólnie stworzymy ,,Słownik”?

,,Dzień Konia” – marzenie każdego biegacza. Bardzo pożądana ekstremalna dyspozycja i szczyt biegowej formy przypadający na dzień zawodów. Czasem usłyszy się bardziej ,,fachowe „ określenie – superkompensacja. O co chodzi? O to, że w dzień biegu (zasłużenie, rzadziej z przypadku, chociaż też się zdarza) czujemy się, jakbyśmy mogli góry przenosić. Robimy ,,życiówki”, po drodze przybijając piąteczki kibicom. Wpadamy na metę, nie dość, że ze świetnym czasem, to jeszcze nawet z niedosytem. Najlepsi potrafią tak ustawić sobie trening, przygotowania, by właśnie w dzień ważnych zawodów ,,Dzień Konia” wypadł…niestety, nie zawsze wychodzi. Bywa, że w tygodniu, na jakimś środowym treningu lecimy lekko, nie mogąc wprost uwierzyć w swoją formę…by w niedzielę, na zawodach, wlec się noga, za nogą. Jakby powietrze zmieniło swoją gęstość.

,,Zając” lub Pacemaker – zawodnik prowadzący kogoś, lub całą grupę biegaczy na określony czas, np. na złamanie czterech godzin w maratonie. Czysto teoretycznie jest to doświadczona biegaczka lub biegacz, który potrafi utrzymywać równe tempo, pomaga innym zwalczyć kryzysy, dodaje otuchy…wielu zawodników, zawdzięcza dobremu zającowi ,,dowiezienie” się na metę i upragniony wynik…Niestety bywają i złe zające (to brzmi jak tytuł bajki dla niegrzecznych dzieci), ale najczęściej to kwestia niedomówień – jak chce prowadzić bieg na konkretny czas, konkretny zając. Niestety spotykałam w swojej ,,karierze ‘’ pacemakerów, którzy szarpali tempo z sobie tylko znanych powodów, gubiąc przy okazji połowę swoich podopiecznych. Jeśli jednak śledzicie moje teksty, to pamiętacie, że najlepszych pacemakerów spotkałam na swoim pierwszym maratonie, Silesii Marathon w 2013 roku (tekst – Święty Grall)

,,Złamać czwórkę” (albo inną cyfrę) – nie chodzi o złamanego zęba, tylko o ukończenie zawodów, w tym wypadku maratonu, poniżej danej godziny. Jest moje osobiste niespełnione marzenie i obiecałam sobie wiele nagród po osiągnięciu tego celu.

,,Iść w trupa” – to nic innego jak dać z siebie 200% możliwości i paść za linią mety, biec tak, jakby od tego zależało życie.

,,Euforia Biegacza”, ,,Endorfiny” – legendarny stan szczęśliwości dopadający głównie uczestników biegów na dłuższych dystansach. Taki mały, przyjemny efekt uboczny. Nie dostaje się jej na zawołanie, ale nic nie wiesz o bieganiu, jeśli nie przeżyłeś choć raz tej fali szczęścia.

,,Ściana” – w slangu biegowym nie oznacza elementu konstrukcyjnego budynku. Ścianą nazywamy moment , kiedy kończą się rezerwy energetyczne organizmu, uniemożliwiające lub utrudniające dalszy bieg. Najczęściej o ścianę rozbijają się uczestnicy maratonów na około 30 – 32 km biegu. Najłatwiej jest uniknąć tego nieprzyjemnego uczucia regularnie pijąc i jedząc podczas maratońskiego biegu na wszystkich punktach. Często nagrodą za przezwyciężenie takiego kryzysu jest właśnie euforia biegacza…akurat kumulująca się z osiągnięciem mety na 42 km. Przypadek ? 😉

,,Pudło”– podium – czyli jeśli ktoś gratuluje komuś pudła, oznacza to, że ten ktoś zajął pierwsze, drugie lub trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej lub w kategorii wiekowej, jeśli tak podczas danego biegu jest.

,,Pasta party” – akcja masowego pożerania makaronu z jakimś sosem ( lub nawet nie) w przeddzień biegu maratońskiego. Okazja do spotkania wielu sobie podobnych zapaleńców, ponarzekania na kontuzję, ponarzekania na pogodę i ogólnie wyrażenia swojego strachu i obaw przed biegiem mającym się odbyć następnego dnia.

,,Ładowanie węgli” – akcja masowego pożerania makaronu każdego dnia w tygodniu poprzedzającym maraton. Głównie odbywa się w samotności

,,Życiówka” – najlepszy czas uzyskany po przebiegnięciu danego dystansu. Marzenie biegacza. Jeśli ktoś na przykład uzyskał w maratonie choć raz wynik poniżej 4h, to już do końca życia, może legitymować się tym, że ma ,,Trójkę z przodu”, wszyscy kosmici mają 2 z przodu…a jedynki jeszcze nikt nie dostał 😉

,,Planszówki” – praktycznie jedyny sposób, by spędzić czas z biegaczami poza zawodami i treningami, choć wcale o ten czas nie tak łatwo. Biegacz lub rodzina biegacza wie, że praktycznie w każdy weekend mogą być zawody, więc znalezienie wolnego terminu na zorganizowanie planszówek i zaproszenie większej grupy znajomych biegaczy – graniczy z cudem. Mimo wszystko są ludzie, którzy się nie poddają, zapraszają, organizują…bo fajnie jest się spotkać w innej strefie, niż strefa startowa, nawet jeśli to wyimaginowany świat smoków, wojen i terraformacji Marsa . Z grillem byłoby za dużo zachodu – a to ktoś bezglutenowy, albo bezcukrowy, albo mięsa nie, piwa nie, bo jutro zawody…tak, planszówki zdecydowanie ratują życie towarzyskie biegaczy.

,,Ultras” – w slangu biegacza oznacza kogoś, kto ukończył zawody o dystansie powyżej maratońskiego, czyli -42,195 km. Można poznać taką osobę dość łatwo. Pakując się na zawody zabiera ze sobą zarówno czołówkę, jak i okulary przeciwsłoneczne…w sumie to wychodząc nawet na chwilę na miasto, zabiera ze sobą wodę, okulary przeciwsłoneczne …i czołówkę (!) Aha, trzeba uważać podobno z nadmiernym chwaleniem się tym określeniem, bo podobno Ultras to również określenie zorganizowanych grup kibiców…stąd też może od ultrasa (biegacza) nie dowiemy się, że jest ultrasem (w przeciwieństwie od triathlonisty, który sam nam o tym powie 😉

To tylko wybrane ,,biegowe słówka ‘’ i określenia, które jako pierwsze przyszły mi do głowy. Jest tego dużo, dużo więcej…ba, języki i slangi ,,specjalizują„ się w zależności od dystansów, rodzajów sportów (biegi asfaltowe, górskie, triathlon) i to …fascynujące! Wspaniale jest być w grupie ludzi, którzy porozumiewają się swoim własnym językiem, słówkami, określeniami, zrozumiałymi tylko dla nich…lub dla tych, którzy chcą należeć do tego świata, jeśli nie jako biegacz, to chociaż jako kibic…

Wspaniale jest być w grupie ludzi, którzy na hasło ,,robimy połówkę” wyciągają z szafy buty biegowe, a nie żołądkową gorzką 🙂

Mariola Powroźna.

KAC (PO)BIEGOWY

Biegacz dzisiejszych czasów, zwłaszcza korzystający z mediów społecznościowych, jest codziennie zalewany dziesiątkami tekstów motywacyjnych. Wszystko dookoła zdaje się krzyczeć i pokazywać nam palcami – ,,Biegaj”, ,,Startuj „, jesteś wspaniały, nie poddawaj się. …i my biegamy, startujemy, nie poddajemy się…Tyle że to większości z nas nie jest potrzebne. Prawdziwy biegacz z krwi i kości, czyli taki, którego już na dobre ,,wciągnęło” nie potrzebuje przeczytać na Facebook’u, że dzień z bieganiem jest piękniejszy i lepszy – on już o tym wie.

DSC_3528

_20160929_104300

Ilu biegaczy, tyle motywacji. To piękny sport, dla każdego i na każdą kieszeń, znajdzie na niego czas i matka trójki dzieci i pan z biura. Bieganie to świetny sposób na oderwanie się od rzeczywistości. Jeszcze lepiej działają zawody. Szeroko rozumiane zawody, od pięciu kilometrów po parku, po stukilometrowy rajd na orientację. Każda substancja na planecie może działać na nas toksycznie w nieodpowiedniej dawce, lub dozowana w nieodpowiedni sposób. Podobno można się również uzależnić od każdej rzeczy lub substancji…moim zdaniem, podobnie jest z bieganiem i startami w zawodach. Od paru lat gnębi mnie pewien problem. A że lubię sama stawiać diagnozy (z racji wykonywania zawodu lekarza weterynarii), nazwałam ten stan – pobiegowym kacem. Kac to ( wikipedia) złe samopoczucie występujące kilka godzin po spożyciu nadmiernej ilości napojów alkoholowych. Z racji bycia matką, pracy na pełen etat we własnej działalności gospodarczej i próby utrzymania formy, zjawisko bycia na prawdziwym kacu dotyka mnie niezwykle rzadko. Co innego kac pobiegowy, który przygniata i wbija mnie w ziemię, niczym głaz wielkości tego, który zagrał w pierwszej części przygód Indiana Jonesa. Dzień, dwa, trzy dni po zawodach, które wymagały dłuższego przygotowania , a do tego dostarczyły całą masę pozytywnych wrażeń ( przy okazji porządnie zeszmaciły fizycznie) dopada mnie dół. Prawdziwa deprecha. Nie dość , że już po ( maratonie/ultra/rajdzie/triatlonie), trochę jeszcze wszystko boli, człowiek wypadł z regularnego treningu ( nienawidzę regeneracji, nie wiem, co mam ze sobą zrobić) ogólnie – nagle staje się pustka. Ta pustka jest straszna i jest moją czarną stroną biegania. Potwornie ciężko ze mną wtedy wytrzymać. Marudzę, wyolbrzymiam, jestem podłym, złośliwym gnomem. Nie potrafię nad tym zapanować.

1795820_1428532737386356_217987714_o

Załóżmy, że w niedzielę biegłam maraton. Nawet jak kiepsko mi pójdzie, to sam udział i ukończenie biegu mnie cieszy. To tak duża dawka adrenaliny, dopaminy, endorfin…no po prostu jedna wielka pigułka szczęścia. Przed, w trakcie i po, jestem cholernie , cholernie szczęśliwa. Fajerwerki, kolory, konfetti i wata cukrowa…ale w miarę jak opadają emocje, opada też nastrój. Bardzo opada. Do stanu przeddepresyjnego….jak to? Jak to, już po? Dlaczego już? Ale dlaczego nie biegać teraz przez kilka dni, a po kiego regeneracja? Ale wcale nie byłam aż tak zmęczona, a te mikro uszkodzenia mięsni to pewnie bujda…Ale dlaczego dopiero za rok te zawody? I co ja będę robić? Na szczęście kac, tak jak i ten alkoholowy, tak i ten pobiegowy zawsze mija. W przyrodzie wszystko dąży do równowagi, homeostazy. Wydaje się więc, że wielkie przeżycia, cudowne, pozytywne emocje, muszą być czymś odwrotnym chociaż trochę zrównoważone. Zdarza się, że u osób biegających pojawiają się objawy ,,kaca” bez zawodów, bez wielkich wzlotów, wystarczy …kontuzja, albo coś, co nagle przerywa możliwość tzw. ,,pójścia pobiegać”. Wystarczy zwykłe przeziębienie, które wytrąca cię z ram regularnego treningu, czy nawet po prostu przebieżek tak, dla samego dobrego samopoczucia…Dobre samopoczucie znika…

DSC_5729

Od razu nasuwa się pytanie. W taki razie po co to wszystko? Po co narażać się na spadek nastroju po zawodach, na które trzeba się przygotować kilka, kilkanaście tygodni, trzeba jeszcze je opłacić, dojechać, wynegocjować ,,wolny weekend” u rodziny, a potem jeszcze czuć się do d..py. Po co przyzwyczajać ciało i umysł do ubijania kilometrów na leśnych ścieżce, po co wskakiwać na rower, do basenu, po co? Może lepiej nie robić tego, nie biegać, nie startować, nie…no właśnie , nie robić nic.

O nie! Nie, nie i jeszcze raz nie! Wolę płakać do poduszki nad swoim marnym i beznadziejnym życiem ( kurde, raz się zdarzyło) po tym jak przeżyłam najcudowniejszy wschód słońca wbiegając na jakiś szczyt. Wolę chodzić kaczym chodem i unikać znajomych przez tydzień ( żeby się nie pokłócić o byle co) niż , nie czuć mrowienia w mięśniach na sekundy przed strzałem startera, wolę zapisać się na zawody i słyszeć zawodzenie, że ,,znowu będę maił w domu trupa z depresją” niż się nie zapisać…wolę. Wolę żyć na sinusoidzie niż na linii prostej. Może to trochę podchodzi pod chorobę dwubiegunową afektywną, ale jestem tylko weterynarzem a nie psychiatrą. Wydaje mi się też, że nie jestem w tych stanach osamotniona. Myślę, że najlepszym , co można zrobić, żeby trochę złagodzić objawy, to mieć w swoim świecie oprócz biegania, rodziny i pracy jeszcze choćby jedno maluteńkie, niegroźne, tyci tyci hobby, nie wymagające nie wiadomo czego. Takie neutralne, żeby nikt nie skapował, że wciąga – czytanie, rozwiązywanie zagadek kryminalnych w serialach o detektywach, nałogowe oglądanie filmów…a tfuuu nałogowe, nie napisałam tego, oglądanie filmów, uprawianie ogródka, szydełkowanie. Można zająć umysł czymś innym, Można na chwilę zapomnieć…o tej adrenalinie i strachu ,,czy podołam” przed startem, o tym biegu pod górę mimo braku sił i bólu, o tym jęku zawodu, że nie poszło tak jak powinno, o tym surrealistycznie czerwonym zachodzie słońca podczas biegu, o zamrożonych rzęsach, o upale wysuszającym skórę na popiół, o tej oszałamiająco pięknej ścieżce biegowej, o tym śmianiu się prosto w twarz żywiołom…eehhhh…można spróbować, udawać, że się o tym nie myśli…

DSC_4269

…Czy ktoś zna lekarstwo na pobiegowego kaca? Może wprowadzić takie plakietki zapinane na klatce piersiowej – ,, Nie biegałem od 4 dni – nie podchodzić”, czy coś w tym rodzaju…

Mariola Powroźna (nie biegająca od trzech dni z powodu przeziębienia)

TRENUJ Z GŁOWĄ! CZYLI CO TO JEST ERGOSPIROMETRIA?

Ostatnio coraz częściej porzucamy nasze dwa kije i trenujemy slow jogging. Do treningów podchodzimy jednak bardzo ostrożnie ze względu na chorobę Marka. Wiadomo, że aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na poziom cukru we krwi i pomaga diabetykom trzymać go w ryzach. W przypadku cukrzycy I typu jest jeszcze mnóstwo rzeczy, na które trzeba zwracać uwagę – w przypadku Marka jest to wątroba. Diagnozy lekarskie nie są jednoznaczne ani też ostateczne, co jest niezwykłym utrudnieniem ponieważ wiemy, że wątroba jest uszkodzona ale nic poza tym. Wyniki krwi są podwyższone i sugerują PSC wątroby ale czy jest to ostateczna diagnoza? Najbliższe lata pokażą.

Z powodu uszkodzenia wątroby lekarze zalecili Markowi (dwa lata temu) zaprzestanie uprawiania sportu a jedyną bezpieczną i dopuszczalną aktywnością okazał się być Nordic Walking.

Na szczęście medycyna idzie do przodu…. W Katowicach powstała nowa klinika – Kardio Klinika Brynów, która jak sama nazwa wskazuje zatrudnia głównie kardiologów ale nie tylko. Są też diabetolodzy, dietetycy i pulmonolodzy. Okazało się, że „przypadek” Marka jest bardzo „ciekawy”, dlatego zdecydowano się poddać go testom wydolnościowym, a następnie badaniom kontrolnym, które miały dać obraz ewentualnie negatywnego wpływu wysiłku fizycznego na pracę wątroby.

13700091_384427311681330_1490897003593548068_n

Czym jest badanie wydolnościowe?

Dla porównania, możemy wyobrazić sobie test, który ocenia parametry silnika samochodu – moc, maksymalną prędkość, efektywność spalania paliwa.

Podczas ergospirometrii oceniane są wszystkie wskaźniki istotne w treningu biegacza. Badanie zaczynamy od doboru maski. Następnie zakładamy pulsometr oraz uprząż alpinistyczną, która zabezpiecza nas przed upadkiem. Do maski podłączany jest analizator gazów oddechowych. Urządzenie analizuje objętość oddechu i określa skład gazów wdychanych i wydychanych (tlenu i dwutlenku węgla). W trakcie badania monitorowana jest także częstość akcji serca. Badanie przeprowadza się na bieżni ruchomej według protokołu określającego prędkość oraz kąt nachylenia.

13866877_10209977736978389_701096059_n
Początkowa bieżnia porusza się w tempie marszowym, a docelowa  prędkość to 14-16 km/h. Badanie wykonuje się “do odmowy”, czyli momentu, kiedy zawodnik decyduje się przerwać bieg. Co istotne, ergospirometrię wykonuje się pod okiem lekarza, który na bieżąco monitoruje parametry życiowe i czuwa nad bezpieczeństwem.
Z Markiem było podobnie – lekarz co chwilę pytał o samopoczucie oraz bacznie obserwował wskaźnik RER, który kolokwialnie mówiąc, dawał znać czy organizm Marka ma jeszcze siłę by biec.

Jakie są korzyści z badania?

Ergospirometria pozwala na uzyskanie niezwykle cennych informacji na temat wydolności organizmu, a więc funkcji serca, płuc oraz mięśni.

Ważnym parametrem jest maksymalny pułap tlenowy, czyli VO2max. Wskaźnik ten mówi ile nasz organizm jest w stanie pobierać tlenu z otoczenia przy maksymalnym wysiłku.

Maksymalna częstość akcji serca (HRmax).

Wiele osób, które biega opiera swój trening w oparciu o wzoru HRmax = 220 – wiek. Jest to jednak bardzo mało precyzyjne narzędzie nie uwzględniające różnic indywidualnych (np. płeć, budowa, czy skład ciała). Warto zaznaczyć, że ten uproszczony model matematyczny powstał w latach 70. i przeznaczony jest dla pacjentów z chorobami układu sercowo-naczyniowego.
Badanie ergospirometryczne pozwala na precyzyjne określenie maksymalnej częstości akcji serca.

Próg tlenowy (VT1)

W trakcie ergospirometrii mierzona jest ilość wdychanego tlenu i wydychanego dwutlenku węgla. Na tej podstawie wiemy, jaki typ przemian energetycznych zachodzi w danym momencie w organizmie. Jest to ogromna zaleta badania wydolnościowego, na podstawie którego lekarz jest w stanie określić intensywność wysiłku, przy którym energia powstaje ze spalania tkanki tłuszczowej, kiedy z glukozy w metabolizmie tlenowym, a kiedy z glukozy w przemianach beztlenowych. Ostatni wspomniany punkt (uruchomienie przemian beztlenowych) określany jest progiem tlenowym lub pierwszym progiem wentylacyjnym (VT1) i stanowi kluczowy wskaźnik dla biegacza. Dalszy wysiłek oznacza narastanie przemian beztlenowych, co przejawia się zmęczeniem, a w praktyce nieefektywnym i szkodliwym treningiem wymagającym nawet kilkutygodniowego okresu powrotu do stanu homeostazy.

strefy

Wyznaczenie VT1 ma zatem bardzo praktyczny aspekt – jeśli chcesz ukończyć bieg długodystansowy musisz biec z prędkością przed osiągnięciem pierwszego progu wentylacyjnego. Dzięki temu Twój organizm będzie czerpał energię z przemian tlenowych, co pozwoli Ci dłużej wykonywać wysiłek.

strefy1

Podobnie, jak w przypadku obliczenia HRmax ze  wzoru HRmax = 220 – wiek, wyznaczanie zakresów treningowych za pomocą algorytmów matematycznych jest obarczone dużym błędem. Ergospirometria jest natomiast doskonałym narzędziem do określania stref energetycznych. Zapewnia precyzyjne wyniki, które generowane są na podstawie Twojej próby wysiłkowej. Nie będziesz zatem niedotrenowany lub przetrenowany.

strefy2

Dzięki badaniu ergospirometrycznemu możesz wyznaczyć indywidualny program treningowy w zależności od celu, jaki sobie założysz: spalanie nadmiaru tkanki tłuszczowej, podtrzymanie sprawności fizycznej, przebiegnięcie półmaratonu, a może maratonu.

Możesz określić, kiedy chcesz ćwiczyć, jak jest dla Ciebie najbardziej odpowiedni harmonogram i jaki sport chcesz uprawiać (bieganie, kolarstwo, pływanie, nordic walking)

Kto powinien wykonać badanie?

Ergospirometria to propozycja skierowana do osób, które chciałby poznać i lepiej zrozumieć swój organizmu w kontekście wysiłku fizycznego. Obecnie badanie to staje się coraz bardziej popularne wśród sportowców amatorów i ludzi dbających o swoją kondycję. Testy wydolnościowe są szczególnie pomocne w prowadzeniu mądrego i rozważnego planu treningowego. Pozwalają także na analizę metabolizmu tkanki tłuszczowej i węglowodanów, co ma znaczenie w budowaniu programów dietetyczno-żywieniowych.

Kiedy wykonać badanie?

Do ergospirometrii można podejść  na zasadzie ciekawości, w celu uzyskania przekrojowej informacji na temat stanu wydolności organizmu, albo systematycznie, jeśli osoba poważnie przygotowuje się do zawodów sportowych i chce mieć realny obraz swoich postępów. W drugim przypadku ergospirometrię należy powtarzać co około 3 miesiące, aby w pełni kontrolować poziom wytrenowania i optymalizować trening. Strategicznie warto również wykonać badanie przed ważnymi zawodami, aby określić docelową prędkość pozwalającą na pracę organizmu w warunkach metabolizmu tlenowego, a tym samym ukończenie biegu długodystansowy.

Przygotowanie do badania:

-należy być zdrowym i wypoczetym

-nie wykonywać ciężkich treningów 2-3 dni przed badaniem

-zaleca się spożycie lekkostrawnego posiłku około 3-4 godziny przed badaniem. Do testu nie należy przystępować na czczo.

Pamiętaj! Sednem badania ergospirometrycznego jest analiza i interpretacja wyników oraz  uzyskanie zaleceń dotyczących treningu. Po prostu! Trenuj z głową!

Śledź naszego bloga bo już wkrótce będziesz mógł wygrać całkowicie darmowe badanie pod opieką lekarza oraz zaleceniami dotyczącymi dalszego treningu!!!!!

#trenujzgłową

I SIEMIANOWICKI BIEG ŚWIETLIKÓW PRZECHODZI DO HISTORII

Drodzy biegacze, biegaczki i walkerzy

I SIEMIANOWICKI BIEG ŚWIETLIKÓW przechodzi do historii. Dziękujemy wszystkim za udział. Cudownie było zorganizować dla Was kolejną imprezę biegową.

Nasza impreza nie odbyłaby się bez pomocy wielu osób.

Dziękujemy naszemu miastu  Siemianowice Śląskie oraz Panu Prezydentowi za udzielenie nam patronatu. Składamy podziękowania naszemu partnerowi Siemianowickiemu Centrum Kultury za wsparcie techniczne.

Fundacji Sport Support, organizatorowi konkursu Lider Animator – Obudź swoje ciało, który przy partnerstwie Coca-Coli zapewnił nam wsparcie merytoryczne, techniczne i finansowe.
Specjalne podziękowania składamy Dorocie i Robertowi, którzy zaufali naszemu teamowi i zaprosili nas na wyjątkowe szkolenie, dzięki któremu nie tylko poznaliśmy wielu cudownych ludzi, ale przede wszystkim, dowiedzieliśmy się o ciekawych rzeczy z różnych dziedzin, które łączy jeden mianownik – sport.

Dziękujemy naszym partnerom i sponsorom, którzy wsparli nasz bieg zapewniając uśmiechy jego uczestnikom

  • Bank BGŻ PNB PARIBAS oddział w Siemianowicach Śląskich ul. Świerczewskiego 12

  • JBL

  • Timemaster

  • IMINDESIGN.PL

  • Nikwax

  • HOTEL ALPIN SZCZYRK

  • Bio Bazar Huta Baildon

  • Jatomi Fitness Supersam Katowice

  • portal www.czasdzieci.pl

  • Warsztat Koszulkowy

  • Gsport

  • LightBox

  • JBL

  • Studio Masażu Balans

  • SOLCO

  • Shape it

  • Vital – zdrowa żywność i dietetyk

  • Pani Ewa Mordarska

  • Marcin Maszka

  • Łukasz Dyguś

  • Centrum Reklamy Silesia

  • TIMING 4 U

  • SKLEP ANIMATORA

  • GRUPA ARTYSTYCZNEJ OKB

  • JUMPING FROGS

  • Brazilian Soccer Schools Górny Śląsk i Socatots Górny Śląsk

  • Montownia smaku i zdrowia

  • Przedszkole i Sala Zabaw Ciuciubabka

    DZIĘKUJEMY NASZYM POMOCNIKOM I PRZYJACIOŁOM, KTÓRZY PRZYCZYNILI SIĘ DO SUKCESU TEGO BIEGU.

    xxx0313

    xxx0316
     Read more